Dziennik. Wyborczy

 

Osiem lat temu, pamiętam, wychodziliśmy z metra Plac Wilsona. Wieczór był jesienny i wyborczy. Sprawdzaliśmy pierwsze wyniki, przychodziły esemesy. To była prawdziwa, niewypowiedziana euforia. Że od teraz polityka będzie miała cel, że skończą się nienawistne swary, szczucie jednych na drugich, że teraz to się osądzi i zamknie. Na nowo wróci etyka w życiu publicznym: nie będzie kłamstw w żywe oczy, obsadzania stołków, manipulowania państwem jak zabawką. Nie będzie wstydu. Tak, szczerze w to wierzyliśmy. 

Tej jesieni pozostało nam jedynie wspomnienie tamtej euforii, naiwnego wieczoru ludzi, którzy myśleli, że coś się naprawdę zaczyna. A potem był już Zbyszek, Sławek, Ela, Radzio, rządy miernot i drobnych oszustów. Od środka obserwowaliśmy jak gnije państwo.

Teraz będzie patriotyczne wzmożenie, rządy trumien, BHO, lecz przez ten jeden moment, kilka sekund, widziałem w tamtych oczach smutek i rezygnację. Nawet nie wiecie – po ośmiu latach w urzędzie – jakie to drogocenne uczucie.

(Dopisane: po raz kolejny po wyborach najważniejsza jest dla mnie chwilowa satysfakcja, ta Schadenfreude. Czyżby choroba zawodowa? Zmieniłem się przez te lata jednak na tyle, że w miejscu, gdzie oczekiwałem kiedyś prawdy i etyki, teraz wystarczy mi spryt Makiawela).

(25.10.2015)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s