Marcin Król, Byliśmy głupi, Czerwone i czarne 2015

 

 

(pisane w wigilię dnia inauguracji)

1.

Najpierw jest zdjęcie. Wchodzą do sali obrad. Nieletni autor bloga ogląda ich w czarno-białej telewizji. Bohaterowie zbiorowej wyobraźni: Wałęsa, Mazowiecki, Geremek, Kuroń. Dokonają rzeczy niezwykłej, lecz kamera chwyta ich w takim momencie, w którym nie wiedzą jeszcze jak bardzo niezwykłej. Nie mają przecież pojęcia, co będzie potem. Wierzą wówczas w kryształowe pojęcia. Marcin Król opowiada o tym, co nastąpi później, ale najpierw podważa, co napisałem powyżej. Bohaterowie zbiorowej wyobraźni – byliśmy przekonani, nawet ja nieletni, że taka jest prawda, nie sądząc, że należymy do mniejszości. Byliśmy głupi, bo nie wiedzieliśmy – zdaje się mówić Król – jak niewielu należało do tego zbioru i jak ułomna była nasza wyobraźnia.

2.

Opis na okładce zaczyna się od słowa gorzki. Czytając ten tekst, cały czas myślę jak cienka jest granica dzieląca gorzki od zgorzkniałego, gorycz od zgorzknienia. Czy w tej książce to drugie nie dominuje nad pierwszym? Na niemal każdej stronie pojawia się słowo głupi. Nie sądziłem, że może mieć tak wiele niuansów i odcieni.

3.

Wywód jest poszatkowany i emocjonalny, zdania krótkie, przedziwna, bliska mi, interpunkcja. Ale mam wrażenie, że jest to tekst fundamentalny, potrzebny, żeby zrozumieć, co się z nami stało. Drugie słowo opisu na okładce to obrachunek. I można się z oceną Króla nie zgadzać, można widzieć inne przyczyny, twierdzić, że dopiero historia, a nie świadkowie będą mogli ocenić, ale bez tego tekstu nie można dyskutować o Polsce dzisiaj. O sukcesie, który równocześnie jest porażką.

4.

Wypisy. Wyjątkowo ważne są te fragmenty dla mnie. Zdanie o Kościele najtrafniej ujmuje jego dramat, czego świadkami jesteśmy chociażby przez ostatnie tygodnie (umysłowość Dzięgi, myślę, że to w przyszłości będzie związek frazeologiczny oznaczający jeden z odcieni głupoty)

Żądza władzy jest silniejsza od roztropności, od przyzwoitości, od poczucia interesu wspólnego. Teraz wiem, że kto nie rozumie tej straszliwej namiętności, nie rozumie rzeczywistej polityki (s. 48).

Kościół (…) nie zajął się solidarnością społeczną, nie zajął się sensem ludzkiego życia, sensem i znaczeniem wiaty, nie zajął się ewangelią, co widzimy doskonale teraz z perspektywy papieża Franciszka. Nie zajął się wewnętrzną reformą i unowocześnieniem. Nie zajął się mną i jak innych zostawił mnie, przy wszystkich wątpliwościach natury eschatologicznej i w zakresie teodycei, zdanego na samego siebie (…) Doprowadził do tego, że ukształtowała się atmosfera, w której priorytetami były i są sprawy moralności seksualnej, a nie miłości bliźniego lub sprawiedliwości społecznej (s. 93).

Żadnej książki pod żadnym pozorem. To by dopiero był wstyd (…) Nowi niczego nie pamiętają, bo lepiej nie pamiętać. Dla nowych nie ma żadnych autorytetów, żadnej wspólnoty. Kto nie ma pieniędzy – ten głupi. Ja też. Pieniądze bowiem tworzą człowieka. Czy oni w ogóle są Polakami? Zależy, co to znaczy. Z obywatelstwa tak, z przynależności są nikim. I to właśnie sobie cenią (s. 131).

 

(źródło: ocdn.eu)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s