(Dawno temu, kiedy po raz pierwszy usiadłem do bloga, nie odpowiedziałem sobie na kilka pytań: co piszę, dla kogo i po co to piszę. Wszystkie dalsze perypetie są jedynie pokłosiem tamtej niefrasobliwości).
Może powinienem napisać o truskawkach. Rozpycham się z wielką torbą po popołudniowym targu, usiłując odtworzyć w pamięci listę zakupów. Hala jest jednak czynnością sobotnią i niepojedynczą. Bez rytuału staje się za to zajęciem dość żmudnym. W tramwaju na dodatek gorąc i zanim dojadę do Anielewicza truskawki zmienią się powoli w ulubiony dżem Czesława Miłosza (takie odwołania do znanych nazwisk zawsze uważałem za przejaw poważnej grafomanii).
Najgorszy jest powrót do pisania dziennika po powrocie z podróży. Odkrycie, że nie zdarzyło się nic na tyle ekscytującego, żeby to utrwalić (08.06.2015).
