Dziennik. White Christmas

 

Kiedy w amoku, deszczu i chmurze jechaliśmy w wigilię do Lu., nawet nie myśleliśmy, że Bing Crosby w tym roku na cokolwiek się przyda. Ale już w drugi dzień było inaczej. Wybieraliśmy się do K. i droga okazała się być zupełnie biała. Nie wiem, czy wiecie jak wyglądają drogi na Wyżynie? Otóż one wspinają się i opadają – a w ten drugi dzień świąt, znaczy się w Szczepana – na każdym z licznych wzniesień Wyżyny, występowała śliskość pośniegowa. Jechaliśmy tak ze trzydzieści, co jakiś czas mijały nas rozpędzone audi (jeżdżenie audi i bmw powinno było się znaleźć w klasyfikacji chorób psychiatrycznych), a potem na sygnale straż albo policja, a jeszcze później widzieliśmy w rowach samochody, których kierowcy dzwonili na sto dwanaście, bo już było za późno, żeby hamować a oni się na Wyżynę zimą nabrali i wylądowali. Biała była droga, białe pola i białe lasy, tylko sarny były czarne, bo stały z profilu i nie było widać ich białych tyłków (choć może na śniegu białe sarnie zady zlewają się z całością krajobrazu). Jechaliśmy więc do K., żałując, że nie mamy nagranego na pendrajwie „White Christmas”, bo bardzo by pasowało tego popołudnia, wieczoru, a potem – jak się okazało – prawie nocy.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s