Zbigniew Herbert, Król mrówek, Wydawnictwo a5 2014

 

 

(…) Odwrotnie niż ich następcy – Bogowie olimpijscy, patentowane lenie cierpiące na erotyczne omamy, wobec których malarz Sade jawi się nam jako nieśmiały prowincjonalny wikary (s. 142). Odwrotnie, bo Herbert pisze mitologię postaci drugo- i trzecioplanowych, nieszczęśliwie uwikłanych w fatum. Zdrapuje z mitów późniejsze przemalowania i pokazuje ich podobnych nam. Jak ów oswojony kundel, Cerber, któremu mitologia domalowała z pięćdziesiąt łbów.

Ożywają pod jego piórem (a że to pióro przekonują piękne autografy zawarte w wydaniu) czerwonofigurowe wazy z muzeum w Agrygencie. Porywa mitologia według Herberta: to rzadkie u mnie stadium zachwytu nad słowem pisanym.

Dzisiaj patrzymy, bez zgody Homera, inaczej na Tersytesa (…) Jego jedyną bronią było złorzeczenie, bunt bezsilnych – beznadziejny, ale właśnie dlatego zasługujący na podziw i szacunek (s. 47).

Apokryf Herberta ma głębsze znaczenie. Jeśli mity nie mają być martwymi podaniami, powinny przemawiać do współczesnych. Przecież, wcześniej czy później, Lévi-Strauss i tak sprowadzi je jedynie do dwójkowych opozycji, nie zwracając uwagi na dobro, piękno, prawdę. 

 

(źródło: boginie w Muzeum Archeologicznym w Agrygencie; zdjęcie: a.b.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s