Kozmo.blox.pl Pictures presents „Mandarynki”

 

 

Miało być dziś o wojnie, tej Wielkiej, ale nie powstało. Za to wieczorem, zachwalany przez R., film pacyfistyczny. Tłum się kłębił, mimo deszczu, pod kinem, bo bilety były po osiem złotych. Czy to znaczy, że gdyby obniżyć ceny biletów kinowych, to sale znowu by się zapełniły (jak dzisiaj w „Lunie”)? 

Zacznę od morału. Jeśli w dolinie, którą zamieszkujesz, wybucha wojna i nagle pojawiają się jacyś dziwni ludzie z kałachami, to nie zastanawiaj się, nie zajmuj się sadem, choćby był tego roku urodzaj na mandarynki, tylko pakuj najpotrzebniejsze rzeczy i uciekaj, gdzie pieprz rośnie. Nieważne, że jesteś Estończykiem a biją się Gruzini z Abchazami. Pociski moździerzowe i te z karabinu nie rozróżniają narodowości. „Mandarynki” są filmem o dwóch takich, co nie uciekli. Dolina wydawała się jak w Beskidach, z tym, że przed domem rosła palma.

Takich filmów o bezsensie i absurdzie wojny bardzo wiele powstało na Bałkanach. W gruncie rzeczy estońsko-gruziński obraz powtarza, tyle że w innych okolicznościach, te same spostrzeżenia, co np. „Ziemia niczyja”. Kiedy ludzie nagle zaczną się zabijać, to nic już nie potrafi zatrzymać spirali nienawiści. No chyba, że na chwilę uczyni to dobrotliwy Ivo, zajmujący się w dolinie ciesiołką.

Ale wojna i tak zawsze dopada. Happy endy w tego typu filmach, jeśli już się zdarzają, są zwykle połowiczne. Logika watażków jest jednak nieubłagana.

Słowa klucze: żółta kaseta magnetofonowa, szaszłyki, zdjęcie wnuczki

(3,5/3,5)

 

(źródło: filmijutt.blogspot.com)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s