Wtóra podróż na Wyspę (10)

 

Enna

Enna jest wycięta z Wyspy i położona na górze ponad. Nie tak znowu wysokiej, bo w końcu Enna to nie Etna. Niemniej z każdej strony ma owce i przepaść, także widoki. To odosobnienie czyni z Enny wyjątek. Jest Enna miasteczkiem czarownie prowincjonalnym i potrzebuje opowieści. Pisał o niej Cyceron, a właściwie mógłby Czechowicz.

Opowieść pierwsza

skrzypce_400x400

Korek był, bo tutaj wszyscy samochodami, każdy według własnego widzimisię. Wjechać na górę to już coś, a co dopiero mijać, skręcać, parkować (wiemy coś o tym, bo w innych miastach mijaliśmy, skręcaliśmy i parkowaliśmy). Akurat jeden chciał skręcić i zrobił się korek. Pomiędzy samochodami uwijał się kioskarz z tabakerii (tabaccheria) i grał na skrzypcach. Grał na przekór temu, że nikt go nie słyszał w hałasie samochodów. Dobrze, że nie potrzebowaliśmy papierosów, boby nam nie sprzedał.

Opowieść druga

Na placu Megla jest pizzeria, w której pizze noszą tytuły dzieł sztuki, choć dziełami sztuki nie są. Zamówiliśmy „Krzyk” Muncha i nuże podglądać miasto. Kościół przy placu – jak się zapewne spodziewacie – był kościołem czyśćcowym (Anime Sante), dzieci bawiły się wokół fontanny kolorowymi hula-hop jak z odpustu.

Opowieść trzecia

Koło jedenastej wieczorem zachciało nam się pić. Wybiegliśmy z pokoju po wodę, nie wiedząc w prawo czy w lewo. Warzywniak zobaczyliśmy naprzeciw. Kupiliśmy wodę. Sprzedawca wyjął nóż. Wykroił kawałek arbuza i podał na czubku, najpierw A., potem mnie.

Opowieść czwarta

Śluby w Ennie są w środę. W każdym mieście Wyspy są innego dnia, tu w środę. Było po ślubie w San Cataldo, zwijali dywan i zbierali białe klatki, tutejszy małżeński symbol. Na ławce siedziały trzy kobiety w weselnych, jaskrawych strojach. Wyglądały jak niezaproszone wróżki. Patrzyły to w swoje buty na koturnach, to w chodnik. Spotkaliśmy je później, widać mąż odnalazł daleko zaparkowany samochód. Jechały szczęśliwe i pokazywały gościom, których wyprzedzały, figę.

Opowieść piąta

ser_400x400

Sprzedawca serów miał ogromne dłonie, brudny fartuch i jowialny uśmiech. Palcami próbował giętkość sera, wydłubywał ziarenka pieprzu, odkrajał pachnące kawałki i podawał je nam na ostrzu noża. Tą swoją wielką dłonią pokazywał góry, skąd przybył on i jego sery. Kiedy jesteśmy głodni chodzeniem po wąskich uliczkach Enny, sięgamy po te kawałki.

Opowieść szósta

O snach nie musiałbym wcale pisać w Ennie, ale jest w niej tak onirycznie, że chyba opowiem tutaj. Otóż prowadzę w snach długie rozmowy we włoskim krajobrazie z przyjaciółmi, z którymi rozmawiam za mało. Pijemy wino na tarasie z widokiem na Wyspę i opowiadamy sobie o rzeczach, o których nigdy nie zdołaliśmy na serio porozmawiać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s