Nazajutrz Zhenbao wstał i zaczął wszystko od nowa. Zmienił swoje życie i na powrót stał się przyzwoitym człowiekiem.
Jakoś podświadomie porównuję Chang z Munro (wiem, wiem, z Munro, to takie modne!). Lata trzydzieste, zawiedzione miłości, samotne kobiety, kochanki i konkubiny. Opowiadania tak bliskie, że trudno nie zauważyć, że zmieniają się w nich tylko dekoracje.
Kupiłem Chang z chęci czytania chińszczyzny, choć nie jest to lektura porywająca a przy koligacjach rodzinnych zupełnie nie da się połapać (najstarsza szwagierka czy trzecia siostra)? Mimo wszystko przyjemnie jest rano jechać sto osiemdziesiąt przez Szanghaj.
