Tomasz Ponikło, Józef Tischner – myślenie według miłości. Ostatnie słowa, WAM 2013

 

Trudno się czyta książki o umieraniu. Zwłaszcza w styczniowy długi i niepokojący wieczór, kiedy nie widać żadnego baraniego skoku i zima (rozumiana jako pora bezsłoneczna) wydaje się nie mieć końca.

Zachwyciłem się Tischnerem w 1999 roku, też zimą, tyle że ze śniegiem, pierwszą moją zimą w Wa. Akurat wtedy dzieje się ta książka: ja się zachwycam, a on powoli umiera w Krakowie.

Książka jest nierówna. Są w niej wyjątkowe fragmenty, są też strony pisane nieco na siłę. I tak czytam po kilka stron i odkładam, żeby odpocząć, pomyśleć o czymś innym.

(Powyżej to był wstęp).

W ostatnich latach życia Tischner otrzymuje listy, dużo listów od osób życzących mu źle, wskazujących, że choroba jest karą boską. Piszą zapewne pobożni katolicy, tak bardzo wrażliwi na jakąkolwiek krytykę swoich mniemań, które nazywają religią (bo religia, która nie prowadzi do dobra, nie jest religią, jest jakąś formą usprawiedliwiania własnej słabości). Jest rok dwutysięczny. Parę lat później polska nienawiść wybuchnie. Ci, co złorzeczą umierającemu filozofowi staną w pierwszym rzędzie polskiej debaty publicznej. Najpierw będą opowiadać o bezbożnej Europie, która chce nas pożreć, później zaczną grzebać w teczkach, życiorysach, trupach, próbując swoje lęki i wytwory chorej wyobraźni narzucić całemu społeczeństwu, co po części im się uda. Dzisiaj przecież w prasie odwołującej się do chrześcijaństwa królują Karnowscy, Semki i im podobni, którym etyka wartości jest tak daleka, jak mi biegi maratońskie. Myślenie, które proponuje Tischner, zanikło.

Ponikło zestawia ostatnie teksty księdza profesora, jak choćby te najbardziej przejmujące o Hiobie ze „Sporu o istnienie człowieka”, z jego biografią. W przeciwieństwie do swoich krytyków (w czasach, o których pisze Ponikło, najbardziej zaciekłym krytykiem był niejaki Jackowski, potem wiele lat pracownik-widmo pobierający kasę z publicznej telewizji), Tischner swoim życiem i swoim umieraniem świadczy o wartościach, które głosił.

Wyczuwa się czasami w tej książce opór autora przed poglądami Tischnera na sprawy społeczne. (Co ciekawe, Ponikło, pisząc o społecznym nauczaniu Tischnera, nie zauważa, że podobne poglądy np. dotyczące przestrzeni, w której żyjemy, przedstawiał Havel. Aż kusi, żeby porównać eseje obu z czasów po komunizmie.) Tam, gdzie Ponikło pisze o Tischnerze jako myślicielu religijnym, tam widać pełne zrozumienie. Jeśli tylko napomyka o kwestiach np. rozliczeń po 1989 roku albo sytuacji w polskim Kościele, czyni to bardzo ostrożnie. Tymczasem właśnie w wymiarze społecznym, widać jak bardzo Tischner się nie mylił, jak przeczuwał kłębiące się w Polsce emocje i lęk przed wolnością. Tyle tylko, że dzisiejsi dziennikarze patrzą już na to wszystko z perspektywy czwartej republiki, która zastąpiła człowieka jako bohatera dramatu, wielkimi kwantyfikatorami.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s