Publicystyka (14/11/13)

(Robię pewien wyjątek. Piszę o czymś, czego nie widziałem. Jest to naganne, sam przyznaję. Skupię się więc nie na „dziele”, ale na dyskursie wokół niego.)

Wystawa w mieście na literkę B. Na filmie nagi „artysta” ociera się genitaliami o posąg Buddy. Czy to nie jest szokujące? Czy nie widzimy w tym z jednej strony braku poszanowania dla sacrum, z drugiej dla przedmiotu, który tego sacrum jest nosicielem? Czy nie poniżamy obcej kultury (pojawia się nawet dyskurs postkolonialny)? Oburzenie jest ze wszech miar słuszne. (Myślę, że żadna indyjska ambasada nie dałaby zgody na taką prezentację w mieście na literkę B.)

Teraz jesteśmy w Wa. Na filmie nagi „artysta” ociera się genitaliami (pieści lub wykonuje ruchy frykcyjne – w zależności od tego, która z gazet sprawozdaje) o krucyfiks. „Jest artystą, który podejmuje trudne tematy religii, seksualności, cielesności (…)”; „Nagi artysta balansuje w nim na granicy adoracji, erotycznej pieszczoty i uniesienia. Powiedziałbym nawet, że to dzieło piękne”; „Do pracy, w której pieszczę Chrystusa, motywowała mnie chęć obrazy tego, co nie jest Bogiem. I mimo wszystko jest to praca religijna – o uwielbieniu Boga. Liżąc wielki średniowieczny krucyfiks, dotykając go nagim ciałem, obrażając go, gdy leży pode mną, modlę się do Prawdziwego Boga”.

Ostatni ikonoklasta? Ktoś z tytułem naukowym porównuje go nawet do mistyka. A może jednak „artysta” podążający z prądem sztuki? Chrześcijaństwo przecież jest bardzo passé, a artefakty tej minionej kultury na sto sposobów odzierane z sacrum potrafią z każdej miernoty uczynić awangardzistę. Rozpływają się w zachwytach krytycy sztuki i postępowi dziennikarze, dopisując, jak powyżej, bełkotliwe interpretacje.

Brak szacunku dla kultury, z której wyrośliśmy, dla czegoś, co stanowi o nas, stał się częścią naszej dzisiejszej kultury. Wszyscy jesteśmy matkobójcami. Gdy w debacie pojawia się pojęcie „kultura europejska” dla wszystkich dokoła kojarzy się ona ze średniowiecznym Chrystusem na krzyżu, dla Europejczyków już z dyndającym penisem. (Ten potencjał kulturowej autodestrukcji, podważania siebie samego być może wynika z samego chrześcijaństwa, doceniającego wolność woli.)

Owszem, mistyka balansowała na granicy przeżycia religijnego i seksualnej rozkoszy, z tym, że stała za nią religijna żarliwość, poczucie obecności Boga, chęć zatopienia się w nim, a nie ekshibicjonizm.

(Robię pewien wyjątek, bo wykorzystywanie chrześcijańskich artefaktów dla celów kreacji artystycznej jest dla mnie równie żenujące i przykre jak przydawanie przedmiotom kultu znaczeń czysto politycznych, por. krzyż pod pałacem, lub używanie ich dla celów komercyjnych, por. pokaz mody w kościele św. Augustyna. To są te momenty, gdy wyciągam z szafy, wydziergany przez babcię, moherowy beret.)

1 Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s