Wenguang Huang, Strażnik trumny, Czarne 2013

 

Wyobrażam sobie, że zamiast stron mam przed sobą białe wstęgi zapisane znakami. Rzadko się zdarza, żeby w prostocie i jasności narracja tak doskonale odzwierciedlała odmienność języka. (To tak jak różne od naszego w sposobie obrazowania jest azjatyckie kino).

Czytam i myślę, że jestem w Suzhou w herbaciarni na wzgórzu przy pagodzie. Jest łagodna jesień i za oknem miasto, wieje wietrzyk. Ale przecież jestem w Xi’an i mży, boli mnie gardło, gdy łazimy w wąskich uliczkach dzielnicy Hui.

Xi’an nie podobało nam się, ale gdy czytam kolejne rozdziały, staje mi przed oczami to miasto. Ludzie na dworcu, rowery na murach miejskich, smak gęstego, zawiesistego kapuśniaku i pszenicznych bułek, potężne blokowiska rozlewające się po horyzont. Tęsknię za zapachem, smakiem, kolorem Chin. (To chyba znaczy, że Wenguang Huang napisał dobrą książkę).

(No i zadaje bardzo ważne pytania: o to czym jest dom? o to dokąd i skąd wracamy? o więzi rodzinne i o śmierć, która czyha.)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s