Con tristezza

Czyśmy na przystanku pięćdziesiąt siedem rozmawiali o końcu świata? Bardzo możliwe, bo w autobusie razem z T. dyskutowaliśmy zawzięcie o tym, że wkrótce nadejdzie apokalipsa. Taka nasza własna, każdy się jej boi.

Spacerowaliśmy po łąkach, tam gdzie dziś ulica Granitowa. Wysuszone trawy w wąwozach skakały nam do oczu i łubin kwitł. Opowiadaliśmy sobie o naszych własnych samotnościach, które nigdy się nie zazębiały.

Wreszcie zapach ciasta, układanie talerzy, czereśnie w ogrodzie wczesnym latem roku dziewięćdziesiątego siódmego. Kłóciliśmy się o Wolfganga Amadeusza i o Ludwiga. Albo wtedy z U. gdy szliśmy na bosaka ulicą Orkana. (U. dzisiaj przybiegła po moim telefonie.)

Tyle jest więzi, które nie wytrzymują próby czasu, podobnie jak ta. Znaczą niewiele podniosłe wyliczanki sprzed bez mała dwudziestu lat. Każdy z nas idzie pojedynczo ścieżką pod ocalałym wzgórzem, nie mogąc się odwrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s