Dz.U. Pictures presents „W imię…”

To jest film, któremu opierała się A. Tymczasem to autor bloga wyszedł z kwaśną miną, znużony.

Z „W imię…” mam ten sam problem, co z „Bukaresztem” Rejmer. Wyczuwam w nim jakiś fałsz, jakąś pretensjonalność użytego języka, sztuczność. Widzę ją, gdy ksiądz Adam budzi się pod flagą tybetańską, ubiera niebieski dres i biegnie po wystylizowanym lesie. Jest estetycznie, ale czy jest prawdziwie?

Prawdziwie bywa. Jeśli za coś doceniam Szumowską to za oddanie języka polskiej młodzieży, języka bezpośredniego i wulgarnego. Uderza naturalizm tych dialogów, które – wydaje się – na przykład we wstępnej scenie, są improwizowane. Nikt nie sili się więc na naśladowanie. Jest autentycznie. (Autor bloga lubi autentycznie).

Po „Pokłosiu” to kolejny film, który może zostać wykorzystany w wypracowaniu „Obraz polskiej wsi na początku XXI wieku”. Obraz, dodam, zdecydowanie krytyczny. Sklep „Niagara” to przecież echo arizony, czołowego drinku wsi z końca ubiegłego stulecia. Pierwsza scena na kirkucie (ukłon dla formy).

Dwie sceny są mocne, sceny, dla których można resztę filmu przeziewać: obie z tym samym, świetnym motywem muzycznym („The Funeral”, Band of Horses). Pierwsza to pijany taniec z Benedyktem XVI, rozdzierający i rozpaczliwy. Druga to procesja przez pola, przepięknie sfilmowana. Jedna z lepszych scen w mojej prywatnej historii kina. Wszystko w niej było poruszające, taki moment numinosum.

Nie jestem pedofilem, jestem pedałem – mówi ksiądz Adam, ale dziwnym trafem oglądamy ten film już po (w trakcie?) całym zamieszaniu związanym z biskupem Michalikiem i problemem pedofilii w Kościele, dziwnym trafem pasuje on bardzo w tym kontekście. Ustalmy: ksiądz Adam opiekuje się nieletnimi w młodzieżowym ognisku, jego kochanek jest osobą lekko upośledzoną (czyli kwalifikowałoby się to – w rozumieniu tabloidów – do wykorzystania seksualnego osoby nie w pełni odpowiadającej za swoje czyny). Czego nas może uczyć ta historia? Że za każdym, także tym zamiatanym pod dywan (świetny biskup!) czynem, kryje się jakiś dramat. Nie tylko dramat osoby krzywdzonej, ale także osoby krzywdzącej. Jednowymiarowość oceny pedofilii, zjawisko nieco histeryczne, depersonalizuje ex ante osoby o nią oskarżane. Nie ma miejsca na niuanse, lud woła: kulka w łeb. Szumowska tymczasem odważa się pokazywać drugą stronę. Na nic przytoczone powyżej wyjaśnienie księdza Adama, oglądam Szumowską wbrew Szumowskiej.

Uwiera mnie za to psychologia w scenariuszu. To chyba to, w mojej ocenie, najbardziej zawodzi. Dokonywane wybory nie mają uzasadnienia. Fragmenty nie składają się w spójną całość. Mamy świetne sceny, nie mamy świetnego filmu.

Słowa klucze: ślimaki, skoki do wody, skype

(3,0/2,5)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s