Autora bloga adwentowe refleksje

W niedzielę w naszej przypadkowej parafii trafiliśmy na ostatni dzień rekolekcji. Piękne to było, bo ksiądz, podobnie jak ja w pracy, lewitował. Unosił się nad pięknymi frazesami, które z życiem wiary miały tyle wspólnego, co rozważania o liczbie diabłów na główce od szpilki. Księdza interesowało noszenie medalika (nosisz – dobrze, nie nosisz – źle), mazanie po ławkach w kościele (mażesz – źle, nie mażesz – dobrze). Całe pół godziny czystej powierzchowności, nic o wierze jako dylemacie, wyborze, pytaniu o egzystencję. Mówienie o ateistach i agnostykach we współczesnej Wa. na początku drugiej dekady XXI wieku jako o jakichś ewenementach, porównywalnych do Tutsi albinosów (metafora moja, nie księdza) świadczy o wysokim korytarzu powietrznym lewitującego księdza. Może ta powierzchowna pobożność, medaliki, itd., bez zadawania trudnych pytań, jest dla Kościoła hierarchicznego wygodna?

Mieczysława, o której kiedyś już tu pisałem, wędruje w tę samą stronę. Wraz z pokaźnym zastępem podobnych jej szczerych katolików obrządku patriotycznego, tropi obecnie ślady diabła w oblężonym Watykanie. Ostatnio spotkała go na paliuszu (choć niestety nie wie, że papież nosi paliusz i nazywa go stułą) oraz na tiarze Jana XXIII, którego z powodu tiary, oskarżyła o uzurpację władzy królewskiej Boga (skąd ma wiedzieć, że tiarę papieże nosili od wieków). Co gorsza Mieczysławie, która dawno już wpadła w pułapkę groźnego religijnego fundamentalizmu (choć medalik nosi jak trzeba i nie maże po ławkach) sekundują rozmawiający z nią osobisty Jezus (czasem wyrażający się wierszem), Matka Boska, a ostatnio również osobisty Bóg Ojciec. Nieważne, że we trójkę (trójcę?) głoszą herezje. Nieważne, że jej Chrystus uporczywie domagający się intronizacji na króla pewnego tubylczego państewka nad Wisłą i warunkujący tym aktem swoją bezwarunkową miłość, w istocie wygłasza to, co na górze kuszenia mówił jego interlokutor. Póki Chrystus mówi po polsku, wszystko jest w porządku. Przeraża nie to, że odpowiedzi na stronie Mieczysławy szukają zwykli ludzie (w końcu ksiądz rekolekcjonista nie powie im nic ciekawego a Przewodniczący Jarosław wraz z katolickimi publicystami nastraszy zagładą), ale że zupełnie bezkrytycznie zaglądają tam księża, którzy powinni, po pięciu latach wnikliwych studiów teologicznych, zauważać błędy.

Oprócz strony Mieczysławy pojawiła się w Internecie infantylna wersja jej teologii. Infantylna nie z tego powodu, że skierowana do dzieci (Dzieciątko Jezus – król Polski), ale dlatego, że religię sprowadza do bajeczki, chociażby przez używanie koszmarnych zdrobnień (aniołek, Jezusek, koroneczka, Matusia, kościółek) i to w koszmarnym nagromadzeniu (Jezusek mieszka w kościółku) oraz ugruntowywanie przekonania, że wiara polega na skrupulatnym odmawianiu, poszczeniu, itd., nawet bez próby użycia rozumu. (Od małego trzeba też wierzyć w spiski, jak np. ten, że Król Lew chodzi zniewieściałym krokiem, bo jego twórcą był homoseksualista).

*

Możliwość zakwestionowania swojej wiary jest niesamowitym objawem łaski. A łaska objawiająca się daje niesamowitą radość, pozbawia strachu, warunków.

(W ramach rekolekcji zaczynam czytać eseje Havla.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s