
z A., i z M., i z Niejaką
Dawno już miałem przepisać tutaj Elegię lubelską, tak bardzo wiersz z Lu. związany, że do mojego mitu aż przynależny. Jednak słowom na ekranie braknie krajobrazu, dlatego Elegię czytam z pięknie wydanego na urodziny tomiku. Tam cudny oranż czcionki.
Ludzie przechodzili na jarmark, nie wiedząc za bardzo o kim mowa, czemu tomiki na stoliku i kim jest ta kobieta, której urodziny fetują. Miejsce niezwykłe: tu w tym domu się urodziła.
Właściwie dopiero tort wzbudził żywsze zainteresowanie. Ogonek do tortu a czekoladowy był i palce brudził. Jedliśmy tort na Krakowskim, dzieci czyhały na cukrowe różyczki.
Tego wiersza powyżej nie miałem przepisać, bo go nie znałem. Też w oranżu w tomiku brzmi doskonale. Jak kilka razy sobie powtórzysz to doceniasz jakie piękne słowa.
