Numer 2: „Hadewijch”

(Po zeszłorocznym „Lourdes” kino francuskie po raz kolejny podejmuje bardzo ważny wątek relacji człowieka i Boga, podejmuje w sposób wymagający a jednocześnie niezwykle pobudzający do dalszych przemyśleń.)

Mieczysława, o której wspominałem kilkanaście wpisów temu, słyszy Jezusa, który chce zostać królem Polski i wskazuje, która partia jest warta głosu. Hadewijch (zaiste świetna rola!) wyobraża sobie Jezusa jako kochanka, jako miłosną ekstazę, która wypełni jej pozbawione miłości życie. Nassir uzasadnia, że Bóg pragnie wojny.

Co łączy troje bohaterów (przypomnę tylko, że Mieczysława nie jest bohaterką filmu)? Ich religijność stworzyła Boga na swoje potrzeby, na swoje podobieństwo, Boga, którego człowiek może wykorzystać, aby stłumić swoje lęki, wypełnić pustkę, znaleźć uzasadnienie swego istnienia. Inny Bóg nie jest im potrzebny, bo nie spełnia ich oczekiwań.

„Hadewijch” opowiada o religijności niedojrzałej, o szukaniu Boga bez używania rozumu, ale opowiada w taki sposób, że trudno nie odczuć empatii.

(4,0/5,0)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s