Numer 1: „Le Quattro Volte”

Mimo że wszyscy główni bohaterowie (troje ożywionych i jeden nieożywiony) nie przeżyli filmu do końca, była to narracja pogodna i kojąca, taka, jakie potrafią być małe włoskie wioski. Dodam, że nie wierzę w reinkarnację i wcale nie uważam, jak podawała ulotka, że jakaś dusza tu wędrowała. To raczej apoteoza cyklu węglowego.

Ale jest to również eksperyment z postrzeganiem siebie w relacji do przyrody. W skali od człowieka do węgla, najbardziej mnie wzruszył los kózki (a A. – jednak człowieka).

(4,0/4,0)

Dodaj komentarz