Kawa numer cztery

Orkiestra dęta grała pod palmą, mijał już kwadrans.
Myślałem o kobiecie z szyją wypaloną papierosem,
boleściwą pod krzyżem zamiast pomnika.

Nie wyjdę dzisiaj wcześniej z pracy.
Z politowaniem patrzy na mnie źle wydrukowany
Paul Newman na rozgrzanym blaszanym dachu.

Skręcę w Nowogrodzką albo lepiej w Bracką.
Zaszyję się w czerwonym barze a potem muszę
wniebowstąpić latte jeszcze. Na rogu Żurawiej.

Będziemy siedzieć tak długo. Orkiestra dęta dawno
przestała grać. W tej sali śmierdzi. Siłą woli usiłuję
przyciągnąć do siebie jeszcze jeden termos.

(kofeina)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s