Patataj

Na tej dziwnej ziemi z Wisłą pośrodku,
krainie nie i nigdy, nawet żałoba ma zawsze dwa kolory.

Jej mieszkańcy uważają się za potomków Odyseusza,
ocalonych z Troi, emigrantów z Kolchidy. Wielcy,

ale potem los, niełaska, niepomyślne wiatry zepchnęły ich
poza burtę historii. Urodzeni z urazą, że tu i teraz.

Wciąż próbują przekonać Boga, że właśnie ich wybrał,
On uparcie milczy. (Niektórzy zapewniają, że jednak Go słyszą.)

Trudno poznać, że używają tego samego języka,
bo na to samo jabłko zawsze mówią inaczej.

Zresztą część łka wypowiadając słowa: to ci, co najbardziej
nie mogą przeboleć minionej chwały. – Teatr – szepcą inni.

Za nic nie można im wytłumaczyć, że są tacy zwyczajni:
Ciągle powtarzają te swoje formułki: za naszą i waszą, Bóg, honor.

Czasem, gdy ponosi ich fantazja, przywdziewają skrzydła husarii,
wsiadają na wyimaginowane konie i mkną jak w malignie.

Po mapach nieistniejących królestw, oni wciąż nieprzytomnie:
patataj, patataj.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s