Numer 41: „Matka Teresa od kotów”

Marzę o filmie polskim, który będzie przedstawiał w miarę szczęśliwą sympatyczną rodzinę. Taką codzienną, przeciętną, umiarkowany poziom komedii i dramatu (w czeskim stylu najlepiej). Bez poruszania problemów przestępczości, lustracji, życia na obszarach byłych pegeerów oraz korporacyjnych kłopotów. Nie, żebym oczekiwał od tego seansu, że będzie uroczy, ale oczekiwałem więcej.

Ten film nie daje żadnych odpowiedzi, bo po prostu nie zadaje pytań. Po iluś tam minutach dalej nie rozumiemy dlaczego. I kolejne miesiące nie przybliżają nas zupełnie do jakiegokolwiek zrozumienia. Może tylko coraz bardziej ta irracjonalność uwiera. Czy historia jednego psychopatycznego młodzieńca może wystarczyć za scenariusz?

Nawet scen do zapamiętania niewiele. Jeden wyjątek: zespół śpiewaczy wykonujący jedną z najpiękniejszych polskich pieśni pogrzebowych.

(1,5/1,5; ocena bonusowa niejakiej Jo.: 1,5)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s