Wypisy z lektur (30.08.2010)

(Za oknem spokojny wizzair spływa przez chmury, minął oleandra, prawie zaczepił o aksamitkę.)

Chwilowo przerwałem autobusową lekturę przedzierania się przez fałdy brzuszne i tkanki miękkie na rzecz taniego czarnego z Wołowca.

„Słownik” Jenny Erpenbeck czyta się jak tomik wierszy. Pierwsze skojarzenie z „Wrońcem” Dukaja, potem bardziej z Schulzem. Trauma opisana jak sen. Słowa falujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s