Berlin, 27.07.2010

(Wspaniałe miasto do życia – dziś pyszne czereśnie, dla których smaku dałbym się zgermanizować, nawet jako wrześnieńskie dziecko – do zwiedzania: nieszczególnie.)

Charlottenburg. Szczególnej atencji do pruskich kaprali, Fryderyków nie mam (inaczej niż w przypadku króla apostolskiego Węgier). Zwiedzanie pałacu (10 EUR) potraktowałem jako nieco przykry obowiązek. Zaskakująca jest panująca w obiektach wyposażonych w audioprzewodniki cisza. Wszyscy czujnie wsłuchują się w głos, a następnie kierują wzrok ku kolejnej Wenus po stronie lewej i ku portretowi królowej w młodości nad kominkiem. Nie mówią nic, nie komentują, czasem dziecko się wyrwie. Pewni, że tylko głos ma rację. On jeden wie.

Siemensstadt. Pierwsze na liście osiedli modernistycznych, wpisanych na listę UNESCO. Dokumentacja fotograficzna wkrótce. Króliki na trawnikach.

Park ludowy Jungfernheide. Gofry waniliowe z bitą śmietaną (po 2,6 EUR), przypomina nieco Zalew Zemborzycki, w stylu kawiarni – również.

Cola o smaku pomarańczowym autorstwa Pepsico, całkiem, całkiem. A.: Jest co najmniej dziwna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s