Berlin, 24.07.2010

(Zatęskniłem za notesem podróżnym. Stąd, postanowiłem pisać dziennik. Żadna egzotyka. Za oknem Steglitz, Westberlin, bardziej genewski rive gauche niż Mokotów. Wymiana kulturalna, rodzinna, ich bin ein Berliner.)

Pogoda nieupalna. Nad nami kamienice sprzed pierwszej katastrofy. Lubię miasta, które się przeciągają rano. Rowery im budzikami.

Sernik w polewie cytrynowej i kawa (9,4 EUR). Nad nami kościół Wilhelma otoczony bratwurstami curry (2,3 EUR). Babel niemiecko-turecko-polsko-czesko-hiszpańsko-chińsko-angielski.

Zoo (12 EUR) zwiedzamy z premedytacją. Omijamy małpy (co rzucają g…em), wchodzimy do lwów, spisy zwierząt zupełnie nieznanych (i tak ich nie zapamiętamy, patrzą błyszczącymi oczkami w ciemności.) W ptaszarni myszy.

Oczekiwałem, że w kinie "Zoo Palast" (tym z czerwonym dywanem na festiwalu) będą co najmniej nieobejrzane "Grubasy". A tu "Shrek", "Seks w wielkim mieście " i jakieś romantyczne komedie. Wszędzie tak samo.

Wracamy do Steglitz. Steglitz, ach Steglitz. Zbiera się na burzę. Dziś rocznica Edwarda S.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s