Eksperymentów z patosem ciąg dalszy

Muzyka jako podstawowy nośnik patosu (wcale nie o żałobie, tym razem). Raczej P.S. do filmu wczorajszego. W jednej ze scen Silvio Rodriguez „Błękitny jednorożec”. Piękne.

Ale jak tego spokojnie słuchać, gdy on bard rewolucji kubańskiej. A tam teraz „Głód”. Zwłaszcza, że jego pieśń o Ernesto Che Guevarze jeszcze piękniejsza niż ta o jednorożcu i taka porywająca. Kwestia sumienia.

Teraz wracam do żałoby. To hymn cesarsko-królewski z pogrzebu Zyty, z Bożej łaski cesarzowej Austrii i apostolskiej królowej Węgier, itd. (ach, to brzmienie tytułów) jest najważniejszym czynnikiem powodującym wzruszenie widza i słuchacza. Melodia nadaje ton odbiorowi celebracji, steruje – poprzez słuch – umysłem.

(Pieśń jako najwyższy akt wspólnoty. Śpiewamy jednakowe słowa, a więc jesteśmy jedno.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s