(Prasując w sobotę, zupełnie przypadkiem nastawiłem Radio Notre Dame. Różaniec był, jak się okazało z Lourdes.)
Liczba i różnorodność osób kłębiących się pod salą w niedzielne popołudnie, każą się zastanowić, czy na „Lourdes” nie wybrali się przypadkiem miłośnicy kina spod znaku „Karola – człowieka, który został papieżem.”
A „Lourdes” nie daje spokoju. Religia wydaje się być czyhaniem na cud, próbą zmuszania Boga do wysiłku. Taka religia – placebo, powtarzanie uśmierzających rytuałów.
„Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy
niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że
wielki głód panował w całym kraju a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej” (Łk 4, 25-26).
Nie da się na Bogu wymusić – o tym mówi „Lourdes” – aby posłał Eliasza do innej wdowy.
(4,5/5,0)

3 Comments