science non-fiction

Profesor obudził się nagle. Z miłej drzemki wyrwał go nieprzyjemny dreszcz. Nosem prawie uderzył w stojący dokładnie na wprost od niego mikrofon. Kolega obok, również profesor, chrapał melodyjnie. Jakiś miły kobiecy głos powtarzał miarowo: „Proponuje się zmienić kryterium dwa trzy pięć punkt osiem, w związku z punktem sześć łamane przez dwa, z dotychczasowego na nowe. Proponuje się zmienić kryterium dwa trzy pięć punkt dziewięć, w związku z punktem osiem, z dotychczasowego na nowe”. Kolega obok ocknął się i czujnym uchem wychwytywał niezrozumiały ciąg zaklęć. Reszta siedzących za stołami, pełnymi powyginanych mikrofonów i rozstawionych równomiernie, co dwa metry, termosów z kawą i wrzątkiem, patrzyła nieobecnym wzrokiem, drzemała lub bawiła się długopisami. Kolega odgarnął siwą grzywkę opadającą na czoło. Podniósł rękę. Profesor zdziwił się. Nienawidził tego, tej gadaniny, paragrafów, artykułów, kryteriów, nienawidził tych ludzi w obcisłych garsonkach i garniturach, urzędników przyduszonych krawatami. Nie znosił tych twarzy z fascynacją śledzących właśnie teraz ruch obudzonej z zimowego letargu muchy, wpatrujących się w swoje nijakie odbicia na termosach albo z półprzymkniętymi powiekami kontemplujących swoje wnętrze. Nie znosił ich, a mimo to, odkąd przeszedł na emeryturę, ciągle wysyłali właśnie jego. Nie wiedział po co.
Kolega obok uzyskał głos. Chrząknął. Niezręczna cisza. Widział, że pociły mu się dłonie. „Mhm” powtórzył. Dalej szło już gładko: „My naukowcy, biorąc pod uwagę długoletnie doświadczenia i konieczność zapewnienia podejścia innowacyjnego w każdym aspekcie implementacji działania, o którym mowa…” Zaciął się. Chrząknął kolejny raz. Może zapomniał? „…implementacji, o której wspomniałem w zakresie zapewnienia podejścia w odniesieniu do innowacji, jak również naszych doświadczeń.” Kobieta, która przed chwilą hipnotyzowała salę swoim monologiem, kiwnęła zachęcająco głową. („Jeszcze jedna” – pomyślał. – „Kolejna urzędniczka. Co ona wie? Nic. Nic nie wie”). Kolega wreszcie zdołał wypowiedzieć to, co stanowiło o sensie jego wypowiedzi. Mówił powoli, właściwie dukał, uroczyście: „Z tego względu, proponuje się w kryterium dwa trzy pięć punkt dziesięć zamienić ‚i’ na ‚i/lub’. Jest to kluczowa zmiana o charakterze fundamentalnym, z naszego punktu widzenia.” Z czyjego punktu widzenia? Mów za siebie – powtarzał w myślach. Kiedy wreszcie się to skończy? Kiedy wreszcie dostaniemy ten pieprzony lunch? To na co czeka każdy na tej sali, udając zainteresowanie. Tak naprawdę chodzi tylko o rybę maślaną, sosik z cielęcinki, łososia udekorowanego cytrynką. Po to tu jesteśmy. Ziewnął. To chyba był ten moment. Pokaże im. Z teczki wyciągnął gruby plik zadrukowanego papieru. Podniósł rękę. Miła pani udzieliła mu głosu. Wstał. Dopóki pracował na uczelni, swoje wykłady zawsze prowadził na stojąco (ile to już lat? co on tu robi? czego ci ludzie chcą?). Pani z uśmiechem patrzyła na niego. Kolega znów zapadł w sen. Poprawił okulary i zaczął:
Tuleja tłumika jest jego najbardziej narażoną na uszkodzenie częścią…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s