Berlin. Bar przy Walther-Schreiber-Platz.

Nie szukałem fontanny. Nie wiem, czy chcę tracić w wodzie grosze. Wracać.

Ze wszystkich zakątków miasta najbardziej spodobał mi się bar szybkiej obsługi na jakimś przedmieściu. Milkszejki. Kanapki barbekju, a ja akurat ochotę miałem na ćwierćfunciaka z serem i zimną kokakolę. Wieczór. Pani Hinduska za ladą po niemiecku mówi tak jak ja, czyli prawie wcale. Za oknem stacja metra. Wewnątrz babel w mikroskali. Atmosfera nieformalna. Wchodzą i wychodzą ludzie. Obrazy z Hoppera. Właściwie mogłoby to się dziać prawie w każdym większym mieście półkuli północnej na wschód od Kamczatki i zachód od Białowieży.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s