Wykład o patriotyźmie w mieście na literkę B

Do sklepu idę do Hindusa, wskazuję drogę zagubionemu Czechowi, z afrykańskimi imigrantami jeżdżę tramwajem. Bardzo tu kosmopolitycznie. A więc zdarza się też i usłyszeć „k…a” w budce telefonicznej obok, zobaczyć kobietę w autobusie, która czyta „Wyspę Namiętności” w harlekinowym wydaniu w kolorze ciemny róż. Może nawet czuję nostalgię, gdy słyszę znajome fonemy w języku Herberta, Miłosza i Edwarda S.

Ale na nostalgię mam antidotum. Staram się szybko zajrzeć na jedną ze stron z wiadomościami i poczytać o prawie albo sprawiedliwości. Zobaczyć tę hipokryzję i zakłamanie. Popatrzeć na uśmiechy ludzi, którzy mając Boga i ojczyznę na ustach, dawno wykreślili ze swoich umysłów słów „honor”. (I wodzą mnie oni na pokuszenie, aby coś bardzo brzydkiego o nich powiedzieć). I wtedy muszę wybiec szybko, gdyż torsje mną targają jak na nich patrzę. I wiem, że tam wrócę i że będzie jeszcze gorzej. Wtedy sobie uświadamiam, że ta ojczyzna to bardzo bolesna jest dla mnie. Nawet w małych dawkach…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s