
Psy i niepsy
Chyba w moim wieku facet w jedwabnej piżamie ecru i seledynowym szlafroczku z wełny wyprowadza dziczym tropem trzy jamniki długowłose za przystanek.
Czy się zetną z zadowolonym corgi, co pilnuje dziecięcego wózka, podczas gdy starsze na hulajnodze jedzie do przedszkola numer sto pięć?
– autobusy dawno mi pouciekały. Już wolniej jeżdżą, bo jesień –
w Krasińskich znowuż stary beagle suka sika na łączce stada siwych wron. Wygląda jak jedna z nich, taka przerośnięta z czymś białym na grzbiecie. Jego pani ma szary zaspany dres.
Dwoje bezdomnych w nieczynnej pizzerii (tym razem brak psa) słucha arii z telefonu. Niesie się sopran po pakunkach w torbach ikei, trafia do stojącego radiowozu, we włoskie uszy wycieczek, dla których tylko tenor.
A potem (znowu bez psa) obcisła, mięśniowa z tablic anatomicznych, biegnie z Muranowa do getta z plecaczkiem Hello Kitty wyrośniętym o jakieś dziesięć lat.
(Aktualny spis osób w tramwaju: uszno-kolista łysa Afrykanka, okrawatowany Malaj w grubych okularach, dziewczyna ze stygmatem na łydce: histamina maluje jej policzki na róż, wyrośnięty fioletowy gość mówiący do telefonu: Mamo, jest jeszcze tydzień i Nie będzie lało).
