
D
Dzień taki. W białych rajstopach baletnice. Ból zębów krążył po jamie ustnej, nie mogąc znaleźć właściwego zęba.
Dziecko nie powróciło po rozpoczęciu roku. Meldowało kolejne parki i mieszkania kolegów.
Deszcz padał za urzędowymi oknami. Znowu siedziałem z ludźmi i nie dało się uciec do McDonalda.
Dni były nieznośne. Poezja, pomyślałem, to może mniej uratować i serki waniliowe. Lato zżęte jak pole, po którym gawrony.
Doglądałem katastrof: wielkiej ciężkiej rzeki, która zjechała, by zgnieść mrówki z filmu cctv lego friends „przejście graniczne”.
Dwunastu pielgrzymów do Medjugorje, kilkuset na świętą górą Kajlas. W opiece mierzonej liczbą ofiar triumf MB nad Śiwą.
