dziennik 67/26

Warszawa, sierpień 2026 r.

Koniec sezonu

1.

nakrywam w kuchence pana z departamentu obrony na tym jak gotuje wodę, żeby sparzyć skórkę pomidora. nieco się zawstydza.

2.

na hali sezon śliwek. wystawiają wrzosy – tylko ich nie kupuj – jak co roku przestrzega A. –  nie chcę jesieni.

3.

(ślub R.)

urzędnik z teczką i parasolem idzie bulwarami. wyciąga z teczki łańcuch z orłem i nakłada na granatową marynarkę. nim zejdą się goście, chwila zadumy, pan urzędnik przez bluszcze wygląda na plażę praskiego brzegu. po wszystkim chowa łańcuch, chwyta teczkę i parasol, dziarskim krokiem maszeruje nabrzeżem.

w te wakacje byliśmy w Pribałtice – mówi sąsiad od stołu – bo to jeszcze nie wiadomo, do kiedy da się tam pojechać.

jestem analogowa – mówi H., ale ja jestem pismo, tłumaczę. jestem rząd znaków, zapis. nawet tu życie zamieniam w tekst, bo pozostanie.

wisła płynie we wszystkich kierunkach na raz. oświetlone dżonki kołyszą się pod rudym księżycem.

kierowca ubera słucha lirycznej Dolly Parton.

4.

(Łódź)

znowu łażenie po pamięciach. montujemy meble z ikei, bo zaraz ma się urodzić. złota cesarzowa. zaraz wybuchnie zaraza, gęstnieje Bemowo wieczorne. zaraz ma osiemnaście lat.

żałuje się tylko, że się było z ludźmi za mało. a za dużo ze sobą, H. może ma rację: analogowo.

w lesie usiłuję słyszeć wyschnięty strumyk. jego nie da się usłyszeć – stwierdza Dziecko.

upływ czasu, metafora.

Dodaj komentarz