
Koniec sezonu
1.
nakrywam w kuchence pana z departamentu obrony na tym jak gotuje wodę, żeby sparzyć skórkę pomidora. nieco się zawstydza.
2.
na hali sezon śliwek. wystawiają wrzosy – tylko ich nie kupuj – jak co roku przestrzega A. – nie chcę jesieni.
3.
(ślub R.)
urzędnik z teczką i parasolem idzie bulwarami. wyciąga z teczki łańcuch z orłem i nakłada na granatową marynarkę. nim zejdą się goście, chwila zadumy, pan urzędnik przez bluszcze wygląda na plażę praskiego brzegu. po wszystkim chowa łańcuch, chwyta teczkę i parasol, dziarskim krokiem maszeruje nabrzeżem.
w te wakacje byliśmy w Pribałtice – mówi sąsiad od stołu – bo to jeszcze nie wiadomo, do kiedy da się tam pojechać.
jestem analogowa – mówi H., ale ja jestem pismo, tłumaczę. jestem rząd znaków, zapis. nawet tu życie zamieniam w tekst, bo pozostanie.
wisła płynie we wszystkich kierunkach na raz. oświetlone dżonki kołyszą się pod rudym księżycem.
kierowca ubera słucha lirycznej Dolly Parton.
4.
(Łódź)
znowu łażenie po pamięciach. montujemy meble z ikei, bo zaraz ma się urodzić. złota cesarzowa. zaraz wybuchnie zaraza, gęstnieje Bemowo wieczorne. zaraz ma osiemnaście lat.
żałuje się tylko, że się było z ludźmi za mało. a za dużo ze sobą, H. może ma rację: analogowo.
w lesie usiłuję słyszeć wyschnięty strumyk. jego nie da się usłyszeć – stwierdza Dziecko.
upływ czasu, metafora.
