dziennik 66/26

Hieronim Bosch, Jeżozwierz, fragm. Ogrodu Rozkoszy Ziemskich, ok. 1490-1500, Muzeum Prado, źródło: pl.wikipedia.org

jeżozwierz

to był dziwny sierpień, bardziej melancholijny niż zwykle bywa koniec grudnia.

chęć ujrzenia jeżozwierza rosła w nim stopniowo. to byłoby coś, lepsze nawet niż zaćmienie. dlatego mówił brakuje kefiru i jechał do galerii bemowo, uważnie obserwując jezdnie i pobocza. może się zdarzy.

z napięciem śledził kolejne doniesienia. przechodził koło ronda babka. widziano go na ogródkach działkowych. tuptał po egzaltowanym. jak detektyw nanosił kolejne pojawienia się na mapę: osaczał go jeżozwierz.

nie mogą go złapać, bo gdy się na niego natkną, filmują zamiast dzwonić po policję  – mówiła A. i jak zwykle miała pewnie rację. wychodził na balkon, obejmował wzrokiem panoramę od góry śmieciowej po wierzchołki woli i zastanawiał się, gdzie może się podziewać.

bo że był gdzieś tam, było pewne. podgryzał korę, wygrzebywał bulwy albo korzenie, chował się w zaroślach, czym się wabi jeżozwierze?

może lepiej go nie przywoływać. w autobusie roztrzęsiona pasażerka opowiadała, że zabili dziki na żoliborzu. sześć malutkich, co one winne. jeżozwierz tymczasem, jak czytał w telefonie, włamał się do dentysty.

brakuje sera na serniczki, pojadę do kerfa – powiedział wieczorem.

Dodaj komentarz