księgarnia 36/26

Judy Linn, Portret Patti Smith z okładki płyty „Radio Ethiopia”, 1976, źródło: flashbak.com

Patti Smith, Chleb aniołów, tłum. Dariusz Żukowski, Czarne 2026

Dziś spożywaliśmy chleb aniołów (Hymn etiopski, tłum. M. Starowieyski)

Niewielu autorów potrafi poruszyć mnie tak jak Patti Smith. Pamiętam jak dziś czytanie „Poniedziałkowych dzieci” i wrażenie jakie na długo pozostawił we mnie ten tekst. Wrażenie, które pamiętałem dużo dłużej niż samą opowieść o przyjaźni Patti i Roberta.

Próbuję nad „Chlebem aniołów” zdefiniować to odczucie, które pojawia się znowu. Jak zwolnione tempo w filmie o ważnych chwilach, jak ten moment, w którym Dziecko i Ag. po raz ostatni przemierzali osiedle.

W pisaniu autobiografii albo autofikcji bardzo łatwo popaść w wylewanie żalów, wskazywanie winowajców lub krzywdzicieli. Więcej, dzisiaj oskarżenie to właściwie odrębny gatunek biograficzny i z całą pewnością, Patti Smith także mogłaby pisać w ten sposób. Ale nie, zupełnie nie.

Jedyny tekst, który natrętnie przychodzi mi na myśl, gdy czytam „Chleb aniołów”, zwłaszcza rozdziały poświęcone dzieciństwu, to „Pieśń słoneczna” świętego Franciszka. Jest u niej ten sam, franciszkański sposób spoglądania na życie, z wdzięcznością, nie z żalem. Może dlatego jej proza jest taką żarliwą poezją.

Stąd slow-motion i dogłębne wzruszenie. Poczucie transcendentalności. Wysokie krzewy (…) zdawały się drżeć w świetle księżyca i w pewnym momencie doszłam do przekonania, że mieszka tam Bóg (s. 57). To nie jest pochwała wyobraźni, to pochwała Obecności, przenikającej cały tekst.

Ta sama Obecność objawia się narratorce na wiele sposobów: jest i w pięknie modowych fotografii „Vogue’a”, i w iluminacji przed obrazami Picassa (s. 69).

Nieskażone wspomnienie spontanicznych gestów dobroci. Oto chleb aniołów (s. 75) pisze Patti Smith, poetka, przyszła święta.

Dodaj komentarz