
Portret z Muranowskiej
Szła w getrach tak obcisłych, że przypominała planszę „Układ mięśniowy” z Małego Atlasu Anatomicznego, wydawnictwa PZWL.
Piekło
Zobaczyliśmy go wracając z hali, na Woli. Z paru pustaków zbudował palenisko i warzył smołę w kociołku, pomagając sobie czajnikiem.
Pewien gość z Pobożna łasy na objawienia i rozmowy ze świętymi, napotkał na grzybach ogromną mordę uwieńczoną rogami. Nie wiedział, że zapuścił się był do zagrody żubrów.
Dawno temu w pociągu, w czasach wiary dosłownej, do naszego przedziału wsiadł typ o posturze Wolanda i milcząc wyjął różową książkę pod tytułem „Szatan istnieje naprawdę”.
Gęsto rozwieszone w Lublinie plakaty z trupią czaszką ostrzegają, że Multikulti zabija. Dziwne w miejscu, na który opadał pył z Majdanka.
Ogródki
To musiało zacząć się jesienią. Tak myślę. Usiłuję sobie przypomnieć. Najpierw pod balkonem zaczęła kopać ta z drugiego piętra. Przesiadywała do późna z czołówką. Na wiosnę dołączyły dwie z parteru, przejmując trawnik po przeciwnej stronie klatki. Od tej pory drzwi są ciągle otwarte: grabienie, sadzenie, plewienie, kolejne konewki.
Najmniejsza trawka nie może się przecisnąć. Osiedlowa sosenka przycięta jak w barokowym ogrodzie.
Ogródki po raz drugi
Zbudował komórkę, szklarenkę, wędzarnię, posadził warzywnik i grządki owoców. – A to będzie królestwo żony – mówił i myślałem, że teraz w opowiesci będzie smutna puenta w stylu: – Na wiosnę się zabrała. Ale nie, okazało się, że ma się dobrze. Przyjeżdża, czasem zbierze maliny, pohuśta się na huśtawce, nie znosi ogrodnictwa.
Pierwszy czerwca
Deszcz, który spada mi na marynarkę w pierwszym dniu czerwca jest ulewą akacji.
Sto lat temu, piszą w wiadomościach, urodziła się Marilyn Monroe.
Więc to jej procesja, domyślam się, otrzepując płatki.
