
Dziennik paryski (1)
Paryż to tylko jedno z wielu miejsc, dni tam bywają przykryte chłodną szarą mżawką, a przytłaczające, wielkie ciała innych turystów przysłaniają jej pełną radość (z Lauren Groff)
Pisanie dziennika w Paryżu, w którym wszyscy pisali dzienniki, jest zadaniem karkołomnym. Komputer chce pomóc, wykasowuje tekst.
Zanim. W lotniskowym macu oglądają mecz bokserski. On góra mięśni z tatuażem, ona wysolarowana. Wyglądają jak wyjęci z „Pulp fiction”.
Codziennie jedzą pizzę. Nic francuskiego, ale pozwala bezkarnie podglądać ludzi za oknem.
Cwaniak hebanowy w kaszkiecie na oślep palcami po automacie biletowym. Nawet nie mówi, rapuje, może w verlanie.
Piękni są – pisze do J., przyglądając się ludziom w metrze. Pada. Wracamy z Pól. Mógłbym tak godzinami.
Nie mam jak opowiedzieć o Jarosławie, który chciał studiować języki orientalne. Marcelu rozczesującym czas. Młodym amerykańskim małżeństwie, Erneście i Hadley. Nie mam dla nich własnych słów.
Ta Sulamitka: kręcone loki, podkreślone usta.
Ciężka złota aureola wrzyna się w ręce Dionizego, ledwie trzyma głowę. A jeszcze bucha jucha z tętnicy szyjnej.
Dziesięcioletnia Leonora, przez najbliższych nazywana Prim, w swoim zeszycie tworzy atlas i zarazem bestiariusz nieznanej planety Starvinsky. Wszystko, co namaluje potem, wyjdzie z tego kajeciku.

Rozmowy krzeseł.
Parę razy dziennie przygląda się skrzyżowaniu. Jak zmienia się światło, którędy dzieci chodzą do szkoły, który tramwaj dzwoni. Porte des Lilas, piosenka Brela (wyrosłam z Brela – mówi A.)
Flota polska w potyczce na Stawie Luksemburskim uległa japońskim okrętom. Galeon Vasco da Gamy, Dziecka, bez szwanku przepłynął obok fontanny.
Ślady: ostatni most Javerta, Ogród L., barykada kościoła Saint Merri, słoń wyobrażony na placu Bastylii, uliczki Bagna.
Nowa japonaiserie: zamiast rycin i netsuke, zbiera się plastikowe figurki i zajada ramen.
Wycieczki szkolne w Cognacq-Jay przyglądają się różowym udom odpoczywających nimf. Na małych portrecikach skrywa się zachłanna śmiertelność.
Na ulicy Panien Kalwaryjskich sprzedają w papierniczym dzienniki podróżne, notesy do snów oraz metalowe walizeczki z akwarelami. – Naucz się malować – radzi A., a on dopiero uczy się pisać.

W apsydzie prawicowi politycy hołd składają Pantokratorowi. Stracił serce do Najświętszego Serca, wotum za mord na komunardach.
Mieszkali wtedy w hostelu na Montmartre z pokojami żeńskimi i męskimi, co nie przeszkadzało jakiejś parze kochać się na parterze jego piętrowego łóżka. Ranki były słoneczne. Jedli chleb chrupki z marmoladą.
Montmartre, podobnie jak Park Güell, już nie istniał. Był tylko makietą wypełnioną ludźmi.
Mały chłopiec jak szalony zjeżdżał ulicą Męczenników trzymając w rączce magdalenki na swoim rowerku biegowym. Ojciec z daleka krzyczał za nim: stój!
