dziennik podróżny 6/26

Paryż, maj 2026 r.

Dziennik paryski (1)

Paryż to tylko jedno z wielu miejsc, dni tam bywają przykryte chłodną szarą mżawką, a przytłaczające, wielkie ciała innych turystów przysłaniają jej pełną radość (z Lauren Groff)

Pisanie dziennika w Paryżu, w którym wszyscy pisali dzienniki, jest zadaniem karkołomnym. Komputer chce pomóc, wykasowuje tekst.

Zanim. W lotniskowym macu oglądają mecz bokserski. On góra mięśni z tatuażem, ona wysolarowana. Wyglądają jak wyjęci z „Pulp fiction”.

Codziennie jedzą pizzę. Nic francuskiego, ale pozwala bezkarnie podglądać ludzi za oknem.

Cwaniak hebanowy w kaszkiecie na oślep palcami po automacie biletowym. Nawet nie mówi, rapuje, może w verlanie.

Piękni są – pisze do J., przyglądając się ludziom w metrze. Pada. Wracamy z Pól. Mógłbym tak godzinami.

Nie mam jak opowiedzieć o Jarosławie, który chciał studiować języki orientalne. Marcelu rozczesującym czas. Młodym amerykańskim małżeństwie, Erneście i Hadley. Nie mam dla nich własnych słów.

Ta Sulamitka: kręcone loki, podkreślone usta.

Ciężka złota aureola wrzyna się w ręce Dionizego, ledwie trzyma głowę. A jeszcze bucha jucha z tętnicy szyjnej.

Dziesięcioletnia Leonora, przez najbliższych nazywana Prim, w swoim zeszycie tworzy atlas i zarazem bestiariusz nieznanej planety Starvinsky. Wszystko, co namaluje potem, wyjdzie z tego kajeciku.

Paryż, maj 2026 r.

Rozmowy krzeseł.

Parę razy dziennie przygląda się skrzyżowaniu. Jak zmienia się światło, którędy dzieci chodzą do szkoły, który tramwaj dzwoni. Porte des Lilas, piosenka Brela (wyrosłam z Brela – mówi A.)

Flota polska w potyczce na Stawie Luksemburskim uległa japońskim okrętom. Galeon Vasco da Gamy, Dziecka, bez szwanku przepłynął obok fontanny.

Ślady: ostatni most Javerta, Ogród L., barykada kościoła Saint Merri, słoń wyobrażony na placu Bastylii, uliczki Bagna.

Nowa japonaiserie: zamiast rycin i netsuke, zbiera się plastikowe figurki i zajada ramen.

Wycieczki szkolne w Cognacq-Jay przyglądają się różowym udom odpoczywających nimf. Na małych portrecikach skrywa się zachłanna śmiertelność.

Na ulicy Panien Kalwaryjskich sprzedają w papierniczym dzienniki podróżne, notesy do snów oraz metalowe walizeczki z akwarelami. – Naucz się malować – radzi A., a on dopiero uczy się pisać.

Paryż, maj 2026 r.

W apsydzie prawicowi politycy hołd składają Pantokratorowi. Stracił serce do Najświętszego Serca, wotum za mord na komunardach.

Mieszkali wtedy w hostelu na Montmartre z pokojami żeńskimi i męskimi, co nie przeszkadzało jakiejś parze kochać się na parterze jego piętrowego łóżka. Ranki były słoneczne. Jedli chleb chrupki z marmoladą.

Montmartre, podobnie jak Park Güell, już nie istniał. Był tylko makietą wypełnioną ludźmi.

Mały chłopiec jak szalony zjeżdżał ulicą Męczenników trzymając w rączce magdalenki na swoim rowerku biegowym. Ojciec z daleka krzyczał za nim: stój!

Dodaj komentarz