dziennik 70/24

Cmentarz otwiera się na pola

Mapy cmentarzy. Święto

1.

Ciepłe święto zmieniło szosę powiatową, biegnącą pomiędzy dwoma połówkami cmentarza w miejscowości Cz., w passedżiatę. Przechadzano się krokiem wytwornym jakby tańcząc walca, unosząc się lekko nad asfaltem: raz-dwa-trzy, raz-dwa-trzy. Futra nie pasowały do pogody, ale i tak należało je prezentować, podobnie jak świeżo zrobione fryzury. – Byliśmy na Bali – przechwalał się ktoś objuczony siatkami z wkładami. – Na kanie to tylko do Sobiboru – ktoś inny wypowiadał zdanie, którego dwuznaczność dostrzegło niewielu. Tego roku chryzantemy nie obrodziły.

2.

Nasze mapy cmentarzy nosiliśmy w głowie. Jak się szło do Sewerynowej (nieważne kim była), za którym grobem należy skręcić w prawo i odmierzyć dokładnie pięć nagrobków, duży Jezus, mała Marysia, śmigło na grobie pilota, trzecie drzewo od studni (nieaktualne, gdzieś pod koniec pierwszej dekady nowego wieku drzewa na cmentarzach masowo zmasakrowano). Z czasem pamięć dróg zacierała się, podobnie jak pamięć osób, do których prowadziły. Działo się to tak zwyczajnie, że w sumie umykało uwadze: w każde święto nanosiliśmy na mapę poprawki, weryfikując umarłych. Zaskoczyła nas rewolucja, którą przyniosły wyszukiwarki grobów i mapy cmentarzy. Zmarli zostali teraz dookreśleni i zobiektywizowani. Otrzymali numery katalogowe i własny termin (opłata wygasa z rokiem tym i tym).

3.

Cmentarz w Cz. jest albo za mały albo za daleki, aby otrzymać własną mapę. Może zresztą tutaj, w interiorze Wyżyny, procesy rozpadu przebiegają wciąż naturalnie: butwienie, rdzewienie, rozsypywanie się, zarastanie, wypłaszczanie.

Cmentarz otwiera się na pola. Szukamy grobu pra z tak dawna, że nikt jej nie zdołał dokładnie zapamiętać, ani też miejsca, ani ścieżki. Pozbawiony tabliczki żelazny krzyż, pośród wielu podobnych sobie. Znak rozpoznawczy: w zeszłym roku była tam Jo. z lepszą przewodniczką i pozostawiła czerwoną lampkę. Przedzieramy się więc przez trawy, wydeptujemy, wypatrujemy skorupy, porównujemy krzyże, ale żaden z nich nie jest pewny. Pewne za to jest to, że grób męża pra nie istnieje. Opowiadają ze spokojem, że ktoś pobudował nowy. W zaroślach leżała potem czyjaś czaszka.

(Chowano wtedy w Cz. oddzielnie, małe ziemne mogiłki, nie patrząc na więzi rodzinne. W latach trzydziestych i czterdziestych byłby to więc cmentarz sprzed naszych wyobrażeń o tym jak działają cmentarze, jeszcze szybciej ulegający niepamięci i rozpadowi).

W miękkiej próchnicy wykopanej przy okazji pogrzebu babci Z. można było dostrzec ciemne drzazgi z drewna – niby łódki z kory – i białawe z kości.

Falowanie ziemi

4.

Pusty płaskowyż pośrodku cmentarza w Cz.  identyfikuję jako rozległą kwaterę dziecięcą.  Świadczą o tym ocalale wokół niego murowane mogiłki i falowanie ziemi: wyczuwalne pod liśćmi i pożółkłymi trawami ślady wzniesień. Pusto: jakby niepisany zakaz uniemożliwiał na tym polu kopanie nowych grobów. Tutaj wyobrażona mapa cmentarza jest tylko niejasnym wspomnieniem dalekiej rozpaczy.

W artykule Piotra Kołpaka o przyczynach śmierci w podbeskidzkiej parafii Gilowice w latach 1880-1945 najczęstszymi jej powodami u dzieci od pierwszego do siódmego roku życia pozostawały krztusiec, angina (sic!) i szkarlatyna.

5.

Jednostką intensywności pamięci jest godzina świecenia. Stoiska z wkładami do zniczy tak je opisują. Najtańsze to dziewięć godzin, droższe – osiemnaście, ale są też takie po dwadzieścia cztery, czterdzieści osiem i siedemdziesiąt dwie. Mama kupuje zawsze te o najwyższej intensywności. Cały bagażnik zawalony ma siedemdziesięciodwugodzinnymi. Nasze osiemnastki z aldiego wyglądają przy nich mizernie. Nie warto się do nich przyznawać na cmentarzu.

6.

Trzeba zatrzymać się przy lokalnej stacji benzynowej, zejść na pobocze, wspiąć się po wyszczerbionych schodach i odgarnąć gałęzie. Na cmentarzu z Wielkiej Wojny w Cz. nastrój zupełnie odmienny od harmideru święta nieopodal. Gruby dywan żółtych liści spoczywa na gęstwinie jeżyn, z której gdzieniegdzie wystają krzyże i tablice. Przy którejś z przeszłych renowacji zdarzył się żart: do ocalalych krzyży armii Mikołaja domontowano ocalone tabliczki żołnierzy armii Wilhelma.

Połączone armie Mikołaja i Wilhelma

7.

Parę dni po święcie pisze G., która jako jedyna dała się wciągnąć w nasze poszukiwania. Odnalazła zaginioną datę śmierci nieślubnego syna Agnieszki z Tarnogóry, Walentego (ta wyryta w lastryku nie dała się udowodnić w mormońskich archiwach). Zmarł sześć lat później, żadna wojna, zupełnie banalnie, jadąc do cukrowni.

Dodaj komentarz