
Michał Michalski, Gruby, ArtRage 2023
Byłem grubym. Innym gatunkiem grubego, otyłym kujonem: zmieniało to – czasem na gorsze, czasem na lepsze – moją pozycję w stadzie. Szef mojego taty nazwał mnie kiedyś Baleronem, co w sumie było powodem do dumy: był to rarytas, po który stało się od świtu w mięsnym na Braci Wieniawskich.
W piątej czy szóstej klasie prowadziłem w wakacje dziennik (ten akurat zaginął). Co dzień zapisywałem w nim to samo zdanie: nudzę się.
Powieść o mnie byłaby po prostu nudna. Wyparłem zresztą tę część podstawówki, w której byłem przezywany i dręczony na przerwach, bardziej chyba za same szóstki niż za nadwagę. Tak więc, choć historia Grubego z „Grubego” w paru miejscach bywa znajomą, jest jednak zupełnie inna.
Ze słuchu brzmi ona podobnie jak „Ośli brzuch„: może to przez nadmorskość, może przez wydzieliny. Jej smutek nie jest nostalgiczny, jest bezbrzeżny – rozlewa się po stronach bez nadziei na happy end.

Jest taki dawny młodzieżowy serial „Gruby”. Podobny smutek…
PolubieniePolubienie