dziennik podróżny 12/23

Ostatni bastion

Podróż do Nicei i okolic

Wstęp pierwszy

Przyznajmy: tak był zaplanowany, żeby uciec od razu po wyborach, schować się w świetle Południa od mroku, który miał znowu zaciągnąć się nad nami na kolejne lata. Tak jak uciekał Jarosław (on do Włoch, por. niżej). Byliśmy przecież pesymistami, nie takimi wprawdzie jak koleżanka A., która twierdziła, że dobrze, że z całą rodziną, bo tu zaraz stan wojenny, ale jednak czarnowidzami.

Wstęp drugi

Do Włoch. Zawsze twierdzę, że do Włoch, ale wówczas uruchamia się u A. italofobia i nie da się nawet kolorem nieba ani makaronem przekonać do Umbrii albo Abruzji albo Apulii. Zobaczyć coś nowego, niewłoskiego, raz w roku wystarczy Italii, strofuje mnie A., więc samolot ląduje na wąskim nadmorskim pasku. Do Francji.

Wstęp trzeci

Z Niżu Środkowopolskiego trafiamy w Niż Genueński. Ta podstępna formacja atmosferyczna jest przeszywająco wilgotna. Którejś nocy budzi nas czerwony alert, telefon A. nerwowo jęczy. Wody wezbrały, deszcz wali o dach. Jesteśmy w ciepłym domu w górach, nieopodal huczy wodospad. Tego dnia zamkną muzea, ale tu człowiek czuje się jak w arce. Ostatnim bastionie przed nadciągającym kataklizmem.

Podróżować w czasach katastrofy klimatycznej oznacza być przygotowanym na to, że dany widok może się już nigdy więcej nie powtórzyć. Spłonąć, spłynąć.

Przed katedrą świętej Reparaty

Wstęp czwarty

Musiało tu być inaczej, kiedy przyjeżdżali, aby osiąść. Okna z widokiem, spokój przyrody, cisza. Malować na prowincji błękit, opisywać na wzgórzach utracone ojczyzny, pić wieczorami wino i słuchać cykad.

Dzisiaj to potworna aglomeracja, nic z poezji. Małe miasteczka włączone w jeden niekończący się organizm. Letniskowa metropolia, rozlana po nabrzeżu, wzgórzach i dolinach, tak jakby w Podkowie Leśnej albo w Wildze zamieszkał prawie milion osób.

I ten bezustanny ruch, ten korek rond, pośpiech bez odrobiny wytchnienia.

Saint-Paul-de-Vence. Uliczki

Tutejsze miasteczka najładniej ująć z podnóża, kiedy kamienne wyrastają ponad winnice. Niestety mało miejsc parkingowych na widok na insta.

We wnętrzu są zagęszczone. W galeriach można nabyć rodzimą produkcję: mira, pikassy, szagale i matissy. Główna uliczka prowadzi przez bramę na cmentarz, gdzie Chagall posiada grób z luksusowym widokiem (morze na horyzoncie).

Wszyscy w miasteczku wyglądają na turystów. Czy jest tu ktoś prawdziwy?

Czekają na procesję

Vence. Milczenie w katedrze

Nie uwierzysz w katedrę w Vence.

Po skrzypiących schodach wchodzi się do nawy połamanych figur. Wszystkie czekają tutaj, w półcieniu, na procesję. W malutkim gabinecie można lupką i latarką zajrzeć do klasztornej celi, jak z domku dla lalek. Modli się tam karmelitanka, której rodzina ofiarowała to zmyślne pudełko.

Zapach kadzidła, wosku i wilgoci. Stare kościoły Francji pachną zawsze podobnie a jest to zapach inny niż kościołów włoskich.

Vence. Matisse pierwszy

Ciąg wydarzeń jest taki (przepisuję z opisów w Kaplicy Różańcowej, w której wolno fotografować ornaty, ale nie witraże):

Zatrudnię nocną pielęgniarkę, młodą i ładną (1) – ogłasza siedemdziesięciodwulatek, Matisse (dzisiaj ze swoim ogłoszeniem nadaje się do wygumkowania).

Ona, Monika, ma dwadzieścia jeden lat (do wygumkowania po raz drugi).

Zostają po niej cztery obrazy z głębokim dekoltem w letniej sukience i sporo rysunków.

Wstępuje do klasztoru. On jest wstrząśnięty. Piszą listy.

Ona, siostra Jakuba Maria, opisuje mu problem z brakiem kaplicy.

Zgadza się od razu.

(Zapis jest suchy. On maluje jej w listach kwiaty. Poza sztuką miłość jest niewypowiadalna).

Piszą listy

Nicea. Matisse drugi

Parę lat temu marzyłem o jego wystawie. Przeglądałem plany, czy aby na pewno nie ma. Jego obrazy zdobiły moje notatki.

Dziś mijam je przed sobą i nie ma we mnie żadnego uczucia. Jakby minęła cała epoka.

Nicea. Ślad

Flaki po nicejsku są grubo krojone, mięsiste skrawki w pomarańczowej zupie z ziemniakami. Zaszliśmy o odpowiedniej porze, żeby zjeść obiad. Kolejni po nas już obejdą się smakiem.

Mży. Dopiero na mapie w muzeum w starym rzymskim Cemenelum dojrzę, że pokrzywiona ulica, przy której podają zupę, to nic innego jak Via Iulia Augusta.

Nicea. Mapa

Kolejne warstwy. Po łagodnych wzgórzach palm i secesji, dzielnica dworcowa marokańskich barów, nad którą estakadą huczą auta. Dalej stare miasto ściśnięte pod górą. Wreszcie Promenada Anglików i piasek, zachód słońca. Powolutku wzdłuż hoteli.

Niceę jak Neapol można pokochać albo znienawidzić.

Nicea. Sztetl

Wycieczki szkolne w muzeum Chagalla wypatrują Boga. Tego, który schodzi do ogrodu jako anioł. Kłębią się już tam tłumy mężczyzn, kobiet i dzieci, którzy przybyli na jarmark do R. albo świętują chanukę w Izbicy. Cała Biblia dzieje się w małym sztetlu. Czyli „Nieistnienie” też jest historią biblijną.

Na jarmark do R.

Nicea. Chwila

Pod katedrę świętej Preparaty podjeżdża na hulajnogach kilku chłopców i rzuca petardy. Szybko, nim ktoś się ruszy, znikają w zaułku. Ten ułamek sekundy między naszą śmiercią przy jedzeniu lodów a powrotem do życia.

Pani z sąsiedniego stolika porzuca kawę. Dziewczynki na placu wracają do zabawy w chowanego.

Monako. Notatka empatyczna

Bardzo współczuję multimilionerom, że tak się muszą tłoczyć na tym nadbrzeżnym skrawku, gdzie, jak podają, kawalerki chodzą po milion dwieście zielonych. (Jak przystało na osiedla nuworyszów, bloki mają egzaltowane nazwy „Michał Anioł” albo „Boticelli”). Miasto jest gęste i naprawdę na betonozę nie należy narzekać w Warszawie. W marinach tłok i łatwo uszkodzić super wypasiony jacht pod banderą Saint Lucii albo baliwatu Jersey. Helikopter do Nicei w promocji kosztuje dwieście euro. Na przegląd bentleya trzeba jechać do Francji, ale ostro pod górę.

A na dodatek dzisiaj pogoda jest jak łzy księżnej Charlene.

Miasto jest gęste

Monako. Notatka propaństwowa

Być może na tym właśnie polega sprawne i porządne państwo, żeby umieć stworzyć sieć publicznych toalet, które od progu pachną lawendą i pieniądzem. Napis głosi na nich, że są państwowe i bezpłatne. Dostępne w zasięgu krótkiego spaceru oznajmiają nieustanną chwałę monarchii.

Monako. Notatka monarchistyczna

Pod koniec ery monarchii, władcy zaczęli nudzić się swoim własnym panowaniem. Ci bardziej obrotni, z cesarskimi tytułami, postanowili zabawić się w wojnę. Wzięli kijki, czołgi i gaz musztardowy i nuże likwidować ancien regime. Tym z mniejszymi ambicjami wystarczyły rozrywki takie jak fotografia, żeglarstwo czy badania naukowe. Karol I Portugalski dopłynął do Portimao, Albert I z Monako badał prądy morskie.

Dziś po pracy jest wirtualnym przewodnikiem w Muzeum Oceanograficznym. Opowiada dokąd dopłynął na swojej „Jaskółce”.

Saint-Jeannet. Przywidzenie

Te wielkie kamienne łapy to początek Alp. Odtąd zaczyna się łańcuch, który gna aż po węgierską pusztę. Opadają chmury i potężna góra Baou unosi się w powietrzu. Jest lekka, leciutka, nieprawdopodobna, pociąga nas za sobą.

Przypisy:

1. Posiłkuję się także opisem na stronie: https://curiousrambler.com/matisse-a-nun-and-a-chapel/

Dodaj komentarz