Kroniki zarazy jesiennej (23)

Pieniądze

Widziałaś, premie urzędnikom zabrali – pokazuję A. pismo z pierwszej strony portalu. Władza w nim opisuje jak kupi za moją premię albo czyjeś nadgodziny szczepionkę na zarazę oraz wspomoże przedsiębiorców. Władza nie lubi urzędników, lekarzy zresztą też, im również zabierze. Dwa miliardy pójdzie na telewizję. Tylko dzięki telewizji ten kraj wygląda jako tako. Tylko dzięki niej żyjemy w Arkadii, na Wyspach Szczęśliwych i na Wyspie świętego Brendana na raz. Są jakieś próby zakłócenia tej sielanki: kobiety wołają na ulicach wulgarne słowa, trzeba gazem po oczach. Potem wracamy do harmonii.

Made in Sweden

Wiosną najbardziej to się baliśmy modelu szwedzkiego. Znaczy Jo. się nie bała. Jo. wówczas twierdziła, że Szwedzi sobie radzą dobrze, nie to co Muti Angela każąca nosić maseczki i zamykająca kawiarnie (Ora pro nobis, Muti Angela!) Poza tym jednak panował konsensus, że model szwedzki to coś bardzo złego, coś jak pozwolić ludziom po prostu umierać, licząc, że najsilniejsi przetrwają i pójdą na klopsiki do ikei. Miejsce na wykres: szwedzkie linie jesienią układają się płasko, polskie wystrzeliwują w górę, podpis: nadwyżka śmierci w grupie powyżej sześćdziesiątego piątego roku życia.

Więc w Polsce też możemy iść na klopsiki, bo właśnie od pewnego czasu wdrażamy ów model szwedzki, co zapewne zostało przewidziane w strategii przygotowań na drugą falę, tej która była gotowa pod koniec października, kiedy zaraza w najlepsze opanowywała kraj. Tej samej, w której mieścił się szpital-stadion-pomnik, i kompletne załamanie opieki zdrowotnej (ale nie mieściły się już wspomniane powyżej dodatki dla lekarzy).

Jest jeszcze jeden wykres, a właściwie mapa, na którą natrafiam na twitterze. Porównuje nadwyżkę śmierci (dane rok bieżący do ubiegłego) i poziom uczestnictwa w niedzielnej mszy (dane za rok ubiegły). Nałożenie obu map daje zaskakujący rezultat, pozostający dla sceptyka dowodem przewagi rozumu nad wiarą.

Całe szczęście. Epidemia gwałtownie wyhamowuje w poniedziałek. Statystyki nagle zjeżdżają w dół. Wreszcie jest sukces.

Maleńkie podróże. Las

Pojechaliśmy do puszczy za górę śmieciową. Parkowało się tam lusterka do lusterka. Dziecko postanowiło obserwować owady. Na nic zdało się tłumaczenie, że wybrało złą porę. Owadów nie było. Motyli żadnych. Było zimno. Na końcu pojawiła się polana, gdzie towarzystwo z aut lusterko do lusterka masowo grillowało. – Patrz, jak na obrazie Bruegela – A. opowiadała o zimowym dymie unoszącym się nad dachami wiat i o nas, myśliwych bez śniegu.

Zdalny

Pierwszy raz od czasów, kiedy jeszcze mogło coś ze mnie porządnego wyrosnąć, widzę grudzień w dzień. Słońce jest takie niskie, że prosto w oczy. Codziennie śni mi się dużo, ale wyrzucam te sny i śpię o minutę dłużej. Czas stał się taki uporządkowany, w harmonogram.

Składnia

Być może nigdy nie napiszę żadnej książki (dwie, które napisałem dotąd nie były literaturą, a zresztą to było dawno i nieprawda). Wszystko dlatego, że nie mam pojęcia o składni. Byłaby to bardzo wygodna wymówka. Ćwiczenie, które przysłała M., uświadomiło mi mą syntaktyczną nędzę.

Abbey Road

Na zebrze koło Karola maszeruje czterech grabarzy ze złotą lamówką i otyły ksiądz.

Milion

Środa. Przekraczamy milion przypadków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s