Kroniki zarazy jesiennej (17)

Krajobraz z wroną

Wydawało mu się, że w listopadzie dwadzieścia dwadzieścia już nie ma innych ptaków prócz wron, gawronów i srok (jak tylko ujechali odrobinę pod miasto natychmiast do tej listy dołączyły kawki). Krążyły nad osiedlami, bombardowały orzechami, zawzięcie wywlekały wszelkie sekrety śmietników na światło dzienne. Kra, kra, szybowały pomiędzy blokami, zaglądając podejrzliwie do okien.

Jakby rozszarpywały upadłe już państwo.

Raport z upadłego państwa

Pięciuset zmarłych przestaje być liczbą abstrakcyjną, jeśli – myślowy eksperyment – ułożysz ich trumny w jednej sali. Jeden dzień z zarazy jesiennej. Ciężarówki w Bergamo, pole garncarza na wyspie na rzece Hudson: w telewizji premier słodko się uśmiecha pod maską jak kłamie.

Krzyczy w gazecie oddajcie nam naszych lekarzy pewna posłanka z partii, która mówiła niech jadą. Stoimy na granicy. Zdrowego rozsądku. Krążą karetki, coraz mniej testów. Na liście, którą sprawdzaliśmy wiosną (taki rytuał zarazy), w nowych przypadkach i nowych śmierciach, jesteśmy tam, gdzie wiosną Włochy.

Szukam tych, co mówili we wrześniu, nie ma zarazy. Ogłaszają na fejsie, że potrzebne osocze albo pomoc w umierającym domu opieki.

Radość katastrof

Ungaretti w pięknie wydanym tomiku opowiada o grozie. Wiemy o niej niby wszystko, ale on opowiada z pierwszej linii frontu. Wiersze krótkie jak twitty. Pasują do tej pory.

Patrzę po opustoszałych gałęziach. Jest się/ jak jesienią/ na drzewach/ są liście.

Krajobraz z lilią

Dałbym głowę, że ten moment, kiedy napotkaliśmy M. koło lilii był słoneczny. Ale – odpowiadam sobie – zachmurzenie tego dnia było za duże. Poszliśmy do Greka i po śledzie. Złote kury zniosły złote jajka. Ludzie rozpychali się jakby nie było katastrof.

Praca domowa

Być może niewzruszony byt mieści się w doskonałej kuli jak chce Parmenides. Być może świat złożony jest z maleńkich pestek, tak mówi Anaksagoras. Ja chciałbym innego słońca i innej ziemi.

Krajobraz z grzybnią

Zasnuwały się pola już zachodem słońca. Na parkingu wciąż tłok, szary wciskał się, kiedy polowałem na miejsce. Rzuciłem mu przez szybę brzydko. Ale kiedy w końcu wysiedliśmy, poszliśmy na bagna (idąc za przykładem J. i M.) Kolorowe grzyby obsiadły martwe tkanki lasu. Wyglądały przepięknie. Kolejny po krukowatych znak naszego rozkładu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s