Kroniki zarazy jesiennej (13)

Nell Dorr, Na łące, 1954, (c) Amon Carter Museum of American Art, Austin, TX, źródło: Google Arts and Culture. Nell Dorr mieści się gdzieś pośrodku między Julią Margaret Cameron a Sally Mann. Nie chodzi mi, broń Boże, o wspominanie ciepłych miesięcy, chodzi wyłącznie o sposób uchwycenia szczęścia.

Czwartek

Budzi mnie obietnica tego dnia.

Za dziesięć dziesiąta na poczcie, to jest przed godziną seniorów. Sami seniorzy. Czas płynie. Wolno. Jeśli dożyję do końca roku, mówi senior przy okienku dwa. Przy okienku trzy seniorka lustruje bogatą ofertę wydawniczą. Czas płynie. Wolno. Dziesiąta. Dziesiąta jeden. Dziesiąta dwa. Godziny seniorów. Mój numerek. Przypominam o godzinach seniorów. Ale ja wcześniej, sami seniorzy przed dziesiątą. Można dostać mandat. To chyba ja? Ja też dostanę. To biorę na siebie ten mandat. Dziesiąta pięć.

Burmistrz Pobożna nazwał ludzi bydłem. Wciąż jeszcze, acz coraz mniej, dziwi mnie język ludzi pobożnych (tych, którzy od wulgaryzmów ponoć omdlewają).

Hala. Szczęśliwość w listopadzie jest punktowa. Nic nie jest powiedziane, wszystko jest w domyśle. O chłopcu, który gubi chleb, to jest o mnie. Zza rogu wygląda papież. Opadają liście.

Piątek

W moim śnie jestem dyplomatą (spełnienie dawnych marzeń), gmach jest sterylnie faszystowski. Trochę Szucha, trochę berlińskie ministerstwo pracy. Biurko w papierach (ach jak mnie dręczy papier), cenzuruję za nim zagraniczne wystawy.

W krajobrazie spustoszeń, jakie czyni ten rok, wybija się spustoszenie umysłowe i moralne, do którego doprowadziła narodowo-religijna prezydentura Trumpa. Niepotrafiący się pogodzić z porażką klaun, jego histeryczni zwolennicy – wypisz wymaluj tak, tylko jeszcze gorzej, będzie wyglądała Polska, po obecnej władzy.

Dane o epidemii i jej projekcji rząd okazuje się czerpać z analiz twitterowego hobbysty, bardzo zresztą rzetelnych. Całe szczęście polska nauka – dzięki ministrowi z okolic Pobożna – będzie rozwijać nadal myśl o roli marksizmu w niszczeniu chrześcijaństwa, a ci podli Niemcy finansować jakichś Maxów Plancków.

Wiceminister zdrowia o niemieckiej pomocy: mamy wystarczającą liczbę łóżek i respiratorów, budujemy szpitale tymczasowe. W tej chwili jesteśmy samowystarczalni, takiej pomocy Polska nie potrzebuje (do annałów historii polskiej głupoty).

Picie kawy inki z cukrem, stawianie pasjansów: myślicie, że to najzwyklejsze na ziemi czynności, ale ja nimi oczekuję wskrzeszenia umarłych i wyznaję żywot wieczny, amen.

W całym kraju brakuje tlenu. Od dawna nie da się normalnie oddychać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s