Kroniki zarazy jesiennej (4)

Jan Müller Faust, I 1956, Museum of Modern Art, Nowy Jork, źródło: moma.org

Już nie trzeba się go bać – premier
Nie ma żadnego zagrożenia wybuchem – prezydent

Historia zarazy staje się opowieścią o podłości władzy, władzy niefrasobliwej i wspartej na pogardzie. Rzekomy koniec zarazy stał się narzędziem triumfu, powodem do czczych przechwałek, butnych kłamstw. W istocie nie robiono nic, czekając, że jesienią jakoś to będzie, że da się znowu zamydlić oczy. Kiedy unaocznia się katastrofa, władza – w postaci oszusta S. – atakuje lekarzy. Tych samych, których parę lat temu wyganiała z kraju (Niech jadą – wołała pewna posłanka w amoku). Pogarda ma przysłonić pandemię (i znając Polskę uda jej się to).

Podłości mogą się uczyć od diabolicznego mistrza z Waszyngtonu. Tańczący, ozdrowiały Trump, pośród spazmów wyznawców, jest jak Faust: dla władzy sprzedał duszę. Tańczy nad 220 tysiącami skremowanych ciał.

Jeden z biskupów radzi wznosić morowe krzyże. Ciekawe w społeczeństwie, którego najbardziej nar-katolicka część nie uznaje zarazy (to tylko grypa, piszą na modlitewnych forach, zaraz potem odwołując się do wojska anielskiego). Zresztą biskupi, po wspólnym spotkaniu bez maseczek, po kolei zapadają na tylko grypę. Ktoś zauważa na forum: wykreślasz ich ze zdjęcia jak w kalendarzu adwentowym.

Kiedy wracamy z przedszkola pod blok koło mięsnego podjeżdża karetka. Trochę przedtem wycisza sygnał. Ubrani w skafandry sanitariusze wychodzą z karetki. Koronawirus jest tu – woła Dziecko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s