Kroniki zarazy (24)

great-landscape-with-trees-the-triangular-field-1955.jpg!Large
Balthus, Wielki pejzaż z drzewami (trójkątne pole), 1955, źródło: wikiart.org

Wtorek 54

Zrzutka narodów (nie mylić z narodową) na szczepionkę. Są tacy, co dają pół miliarda, inni – sto milionów. A ten jeden, wybrany, wzór dla każdego, zerowy deficyt, żądający od wszystkich solidarności i uwagi, ten rozwydrzony bachor ze wschodu ze swoimi kompleksami, dorzuca 750 tysi. Cierpię na permanentny wstyd, taką przebodli nas pedagogiką.

Odczucie, że życie obecne to jest życie sauté. A potem – jeśli zaraza minie – życie będzie dokładnie takie samo, tyle że wyjdziemy z domu i będziemy udawać, że mimo wszystko, jest lepsze.

A jeśli telefony oprócz ucha, mają także duszę? (nie mogąc odżałować notatek w telefonie, którego więcej nie ma)

Środa 55

Musieliśmy wyjść na zewnątrz z przedszkolo-baro-urzędu. Na zewnątrz było nieprzyjemnie, ludzko. Wymarłość miasta, ta, co czyniła je tak cudownie bezludnym dwa tygodnie wcześniej, minęła. Miasto było tłoczne i deszczowe. Obiad z makdrajwa, ale frytki wystygły zanim dojechały do domu.

W pierwszych tygodniach myślałem, że zmądrzeje. Że zamknięta w domach cała (poza Szwedami) ludzkość dozna nagłego olśnienia, refleksji, nazwij to jak chcesz. To był ten czas, kiedy zastanawialiśmy się, czy piłkarze nie zarabiają za dużo (a wirusolodzy i pielęgniarki za mało), czy nie kupujemy rzeczy zbędnych (po tygodniu zamknięcia wielcy sprzedawcy wołali na pomoc, bo ludzie ograniczyli się do makaronu i drożdży, zapominając o innych ofertach). Minęło osiem tygodni i okazało się, że żeby zmądrzeć nie wystarczy jedna katastrofa. Znów na czołowym portalu informacyjnym (chi chi chi), mogę obejrzeć czyjeś nowe majtki. Wróciliśmy do swojej radosnej niewiedzy o świecie.

Czwartek 56

Może i ludzkość zgłupiała do szczętu, ale tęsknota za pojedynczymi ludźmi tej wiosny okazuje się dla organizmu rujnująca. Nie powinienem oglądać zdjęć z poprzednich majów. Trwa przecież dziwna wiosna, która nic nie zmienia i zmienia wszystko. Wydaje mi się, że tak dłużej się nie da, że bez żywych ludzi, zaczniemy zasychać. Trafimy do zielnika.

Albo lepiej: do zeszytu z okazami motyli (drogi Vladimirze!)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s