
We wtorek pożyczasz mu zieloną ładowarkę, tę z tajgera, tę, co to ją zapomniałeś od wtorku wyjąć z kieszeni płaszcza, więc kabelek wystaje zahaczając o dźwignię biegów, a potem idziecie, nieco na siłę, do najlepszej, jak ci się wydaje, knajpy w okolicy, gdzie można zjeść bajgla z boczkiem i sosem tatarskim. Pije pod sklepem różową oranżadę.
W sobotę już go nie ma.
