Dziennik pisany w lutym (odc. 1)

Munch luty2019

(Edvard Munch, Dwie osoby (Samotni), 1896, Muzeum Narodowe w Oslo, źródło: https://www.edvardmunch.org)

 

4. Powrót

Śnieżyca, która zatrzymuje nasz samolot na lotnisku w Rzymie okazuje się na miejscu być – z okien taksówki – jedynie roztopem, śliskim śladem po śniegu, który o tej porze roku powinien być, a którego nie ma i nie będzie wieczorem sanek, bo szara breja pod szarym niebem, to jest właśnie nasze miejsce, nasza destination, nasza destiny.

5. Fotel

Niechęć do czytania książek jest tak wielka, że nic mnie już nie chroni od 55 wiadomości w skrzynce i 31 spraw po powrocie. Cztery dni poza biurkiem i właśnie trafiam w fotel. Oczekuję cudu, oczekuję znaku, choćby w postaci jedynek i zer. Przecież tak nie można w życiu, które jest ciągiem malejącym.

Poczucie zmarnowania wydaje się bardziej doskwierać po kolejnej podróży na Południe.

6. Polak

W porannym tramwaju spotykam czytelnika. Oparty o szybę młodzieniec pochłania „Myśli nowoczesnego Polaka”. Uciekam, gdzie pieprz rośnie (to znaczy na stację Ratusz).

7. Asystent

W południowym autobusie ozwał się aparat. Cześć Andrzej, jestem Twoim asystentem i będę pomagał Ci w codziennych czynnościach. Andrzej, człowiek starszy, ale honorowy, rzucił gniewnie: Nie pomagaj, wpychając asystenta w głąb kieszeni.

8. Obłoki

Wylegujemy się na obłoczkach ubranych w poszewki. Z nich odlatują statki do odległych galaktyk. Jak mi tu dobrze – myślę – mógłbym na obłoczkach zawsze, ale przecież trzeba posprzątać poduszki, pożegnać się w przedpokoju, pozostawiać – w pół zdania – resztę wyobraźni, pisać:

w stu dziewięćdziesięciu wpisach pisałem o szczęściu.

9. Inny fotel

Spojrzała groźnie, jakby nieumiejętność zadbania o górną czwórkę i piątkę po lewej u Dziecka świadczyła o rodzicielsku niepowodzeniu. Tak przynajmniej uznała później A., która zasępiła się natychmiast a następnie zdecydowała, że to koniec.
Koniec słodyczy w naszym domu.

10. Sklepy muzealne

Mam koszulkę z Schielem, ulubioną. Nie podoba mi się – stwierdza Dziecko, więc tłumaczę mu, że to jeden z malarzy, których lubi tata. Aha, ja chciałbym z Pikastem – Dziecko popisuje się znajomością sztuki.

Przeglądam więc teraz hiszpańskie sklepiki muzealne. W Rzymie, może oprócz Barberinich i GNAM, muzealne sklepy – a lepiej powiedzieć – stoiska nie oferowały właściwie nic: komplety pocztówek, kilka magnesików z miejscowymi arcydziełami, parę książek. W jednym z nich półkę zajmowały specjalistyczne czasopisma o historii sztuki. Rzym, w kwestii sklepów muzealnych, leży za Warszawą.

11. Poniedziałek

Dlaczego na gniazdko mówicie oponka, a nie gniazdko? – irytuję się po cichu w cukierni na metrze Ratusz. Od sobotniej wizyty u dentystki irytacja narasta.

Chociaż popołudniu wszyscy czują wiosnę, i dzień urósł, i A. czekoladę chowa ukrytą na kuchennej półce.

12. Obietnice

A potem jest poranna zima i nieprawdą okazuje się obietnica ciepłych dni. Podobnie jak obietnica napisania czegoś ważnego.

Nigdy nie udało się to autorowi bloga. Początkowo nie chodziło przecież o coś ważnego, ale o potrzebę opowiedzenia siebie, bo przyznacie, że łatwiej się opowiada pisząc niż mówiąc. Ten cały urząd, jeden, drugi, to miało być chwilowe, podobnie jak chwilowa miała być Warszawa (to jeszcze wcześniejsze kłamstwo). I tak znalazłem się w tym lutym z uporządkowaną mapą, z fotelem, goryczą kolaboranta, i nadal nic ważnego nie napisałem. Więcej, minęła mi umiejętność zachwytu, a razem z nią umiejętność składania zdań.

Siadam, obiecuję sobie, że napiszę coś ważnego. Oglądam obrazy i zdjęcia. Kładę się na obłokach.

13. Przemyślenia przy oglądaniu mknących limuzyn z chorągiewkami

Kiedy jeden z czołowych dyplomatów nowej władzy palnął jakiś czas temu o San Escobar, nie spodziewałem się, że mówi o nas, zwłaszcza, że bananów w żaden sposób nad Wisłą nie da się uprawiać. A jednak po tych kilku latach, obce państwo, któremu chcemy się przypodobać, z innymi obcymi państwami, w tym jednym, które po całym świecie rozplenia najbardziej sekciarską wersję jednej z religii, urządza u nas konferencję przeciwko jeszcze innemu państwu. Husarze założyli piękne fartuszki i roznoszą na tacach tartinki i profiterolki.

Tyle opowiadania o dumie i wielkości, a po kilku latach rządów chełpiących się tą nowomową jesteśmy jedynie upiornie śmieszni.

14. Szczyt

Dobrze, że nie jemy czekoladek, bo Secret Service zamknęło w Walentynki dostęp do wedla. Co zrobią te wszystkie zakochane pary, co chciały się obdarowywać pralinkami? Pewnie pan ence-Pence kupuje słodycze, a może pan Pompeo chce żonę obdarować trofeami z dalekiego lenna.

Tramwaje za to utknęły. Jakaś dziewczynka w różowej czapce przepycha się do szyby. Dobrze wiem, że jest z Lublina jak ja, bo wypatruje trolejbusów (i zapewne zajada gniazdka, nie oponki).

15. Figurki

Spoglądam z góry na tych dwoje, dwoje ludziczków, dwie figurki przy przejściu na przystanek Stare Miasto, jak na siebie krzyczą. Nic o nich nie wiem, jakieś urywki słów docierają do punktu obserwacyjnego na Placu Zamkowym.

Ja zapisuję swoją historię, oni usiłują ją wykrzyczeć. Nikt się nie zatrzymuje oprócz urzędnika z książką na schodach.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s