Mawil, Kinderland, Kultura gniewu 2017

Przystanek_Berlin
(Kadr z „Kinderland”, s. 11)

O wyższości Marzi nad Mirco

Porównanie „Kinderlandu” z „Marzi” nasuwa się mimowolnie. Obie powieści graficzne (choć „Kinderland” jest raczej opowiadaniem) dzieją się w demokracjach ludowych, stąd nawet podobna kolorystyka i równie znajome wielkie płyty oraz ikarusy. Berlin Wschodni i Stalowa Wola nie różnią się wizualnie w jakiś szczególny sposób. Przygód Marzi jest więcej, za to opowieść o Mirco to tak naprawdę kilka miesięcy przedostatniego roku Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Marzi jest dziewczynką pomysłową i ciekawską, Mirco raczej ponurakiem, którego jedynym hobby – poza nauką – jest tenis stołowy. Kolejne podobieństwo może nieco zdziwić: oboje są praktykującymi katolikami (zresztą opowieść o Marzi podporządkowana jest katolickiej rzeczywistości i jej rytuałom, choćby wizycie papieża, natomiast Mirco do kościoła się skrada, obawiając się bycia zauważonym). Oba dzieciństwa w tle mają historię: kulminacją „Kinderlandu” jest zburzenie Muru. Mimo podobieństw, świat Marzi jest jaśniejszy, więcej jest w nim swobody, NRD z opowieści Mirco jest ponure jak on sam, przesiąknięte strachem i podejrzliwością.

Oddaje to też sposób rysowania. W „Kinderlandzie” nie ma ładnych postaci, wszystkie twarze mają w sobie coś nieprzyjaznego, a brzydki Mirco jak Oskar Mazerath – w siódmej klasie nadal wygląda na przerośnięte dziecko.

Ale tak naprawdę każda ocena tutaj jest stronnicza: bliżej mi przecież do dzieciństwa Marzi, niż do Mirco. Nigdy nie nauczyłem się dobrze grać w ping-ponga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s