
(32 symbole z paleolitycznych jaskiń, opr. G. von Petzinger, źródło: https://t.co/PDXEcyi4uQ)
Nie lubię takiego stylu książek naukowych: gawęda czytana głosem Krystyny Czubównej. Autorka stawia poważne pytania a potem wpełza do jaskiń i opisuje przygody ze stalaktytami i stalagmitami. Pojawia się więc gatunek zmącony: książka nieco podróżnicza, nieco naukowa. Nie ma w niej klasycznego toku analizy i ze zdziwieniem koło sto pięćdziesiątej strony stwierdzam, że o tytułowych znakach jeszcze w niej nie było.
W końcu znaki pojawiają się, niestety nie pojawia się odpowiedź na postawione na wstępie pytania. Von Petzinger opowiada w sposób fascynujący, ale jednak opowiada.
W zębatych kantabryjskich górach (tutaj) żyli sobie kiedyś, a to kiedyś jest zupełnie niewyobrażalnym kiedyś jacyś ludzie. Uświadamiasz sobie, że mówimy nie o dziesiątkach lata, ale o dziesiątkach tysiącleci. Te dłonie na ścianach: dowód na to, że byli (tutaj).
A najbardziej porusza – po tylu jesieniach i zimach – że każdej Wielkanocy dwa z tych symboli (grzebień jako grabki i drabinkę jako część wiatraczka) wydrapujemy na gotowanych w łupinach cebuli jajkach.
