Christopher Clark, Lunatycy. Jak Europa poszła na wojnę w roku 1914, Dialog 2017 (odc. 3)

1.18560626.1434095258_400x400
(Felix Valloton, Porwanie Europy, 1908, Muzeum Sztuki w Bernie, źródło: nzz.ch)

A gdzie w tym wszystkim Opatrzność? – zapytał kolega zza biurka. No właśnie: nigdzie jej nie było widać w tej całej gmatwaninie przypadków, ans i zbyt wielu słów, które koniec końców doprowadziły do rzezi, jednej, a potem drugiej.

Założeniem Clarka jest to, że podejmowanie decyzji nie leży we właściwości abstrakcyjnych tworów, jakimi są państwa, ale konkretnych osób z ich historią życia, emocjami i przypadłościami. Stąd pojawiający się w literaturze nietrafiony, moim zdaniem, zarzut, że autor usprawiedliwia Niemcy. Tymczasem Clark nie usprawiedliwia żadnego państwa, ba, nie bierze ich w ogóle pod uwagę. Usiłuje za to wychwycić w jaki sposób splot zdarzeń staje się ciągiem przyczynowo-skutkowym, w którym momencie można się jeszcze wycofać, w którym już nie.

Ten sposób pisania o historii jest mi bardzo bliski (a jednocześnie jest jak najdalszy od tego, co dzisiaj pisze się w Polsce i o Polsce, usiłując mitami leczyć narodowe kompleksy i zasłaniać poczucie wstydu). Niemniej jeśli dobrze się przyjrzeć, książka Clarka okazuje się być historią biurokracji, tego złożonego z jednostek, powolnego tworu. To tu rozgrywa się to, co nazywamy historią: tu powstają decyzje, tu nielubiący się nawzajem ambasadorowie blokują rozmowy, a urzędnik gryzmoli ultimatum, stąd wreszcie wypływają informacje: prawdziwe i fałszywe, którym inni biurokraci – za biurkami pod innym herbem – muszą zaufać albo je odrzucić.

Wszyscy kluczowi aktorzy naszej opowieści – zauważa Clark – przefiltrowywali otaczający ich świat przez narracje zbudowane ze skrawków doświadczeń posklejanych z obawami, przewidywaniami oraz interesami, ukrywając to wszystko pod postacią upraszczających haseł (s. 591).

Czy byli ślepi, gdy nadciągała apokalipsa? Czy się spodziewali? Tak, sugeruje Clark, od pewnego momentu już się spodziewali. Nawet niektórzy dali się unieść wierze, że to dla nich szansa. Po latach wszyscy będą się wybielać, wymawiać cudzą winą i własną niewiedzą. Apokalipsy zza biurek wyglądają pięknie, co innego okazuje się wtedy ważniejsze:

Jego [premiera Asquitha] list zaczyna się od zdumiewającego stwierdzenia, iż „światło zgasło”, lecz Asquith nie miał tutaj na myśli zbliżającego się unicestwienia cywilizacji europejskiej ale fakt, że tamtego poranka Venetia [jego młoda przyjaciółka i bratnia dusza] wyjechała z Londynu do swego rodzinnego domu wiejskiego w Anglesey (s. 522).

Clark – nie czyta się go łatwo, nie wiem zresztą, czyja w tym wina – zostawia nas z mnóstwem pytań, bo „Lunatycy” tak naprawdę opowiadają nam o teraźniejszości. Kim są ci, którzy decydują? Co sobie myślą? W jaki sposób dokonują wyborów? Czy będą potrafili dostrzec nadciągającą apokalipsę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s