
(Franz Marc, Wielkie niebieskie konie, 1911, Walker Art. Center, Minneapolis; źródło: wikimedia.org)
Niebieskie nogi niebieskich koni – od ponad tygodnia powtarzam ten incipit, nie mając pojęcia, co będzie w następnym wersie. Może nigdy nie będzie następnego wersu, a może autor bloga domyśla się, co powinno w nim być, ale nie chce go zapisać, żeby się nie wydało? Cała jego łapczywość mogła skryć się za tym incipitem, jego ucieleśniona potrzeba piękna, przywidoków, starych fotografów, ekspresjonistów, prerafaelitów albo gorzej – zupełna pustka i nic tam nie ma, prócz tej jednej jedynej frazy, tętentu po nieboskłonie.
A może chodzi tylko o sny? (24.04.2017)
