Dziennik. Mormonizm jako metafora

Mój sąsiad jest mormonem. Podejrzewałem to od pewnego czasu, ale „Pod sztandarem nieba” (tutaj) pozbawiło mnie wątpliwości. A może to nie książka, ale nieczęste pójście na kawę z W.? Otóż, mój sąsiad nigdy nie pije kawy – to jest przesłanka pierwsza. Czyta jedynie lektury, które nie czyhają na jego cnotę (o cnocie jeszcze potem). Docenia transfery od państwa, stara się nie przesadzać z podatkami. Marzy mu się gromadka bogobojnych dziatek. Posiadł prawdę: w jej imię może rozsądzać, kto ile jest warty. Zatem wysokiej cnotliwości wymaga od innych. Brak wątpliwości oznacza przecież brak jakichkolwiek skrupułów.

Wreszcie, co najmniej raz w tygodniu rozmawia z Bogiem, który pomaga mu na budowie (tutaj).

(17.03.2017)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s